3 wspaniałych z Toronto

Elwood,23 kwietnia, 2016

Co czyni nasz zespół wyjątkowym w tegorocznych Playoffs? Liderzy notujący niebotyczne osiągnięcia? Szeroki skład, dominacja nad przeciwnikiem w bazowych aspektach gry? A może dwóch takich, o których zbytnio się nie mówiło przed sezonem. Pomyślmy – wszak na tapecie był duet Lowry/DeRozan, nowe nabytki w postaci Carrolla i Biyombo, nawet skrzydła w postaci 3 tweenerów(dla niewtajemniczonych – tweener to określenie gracza, który może równie efektywnie występować na 2 pozycjach, przykładowo jako silny bądź niski skrzydłowy). Tymczasem sezon zasadniczy dobiegł końca, walczymy o drugą rundę a pierwsze skrzypce grają 3 przyjaciele z boiska – skrzydłowy (Powell), bramkarz (Jonas) i łącznik (Joseph).

Ostatni draft obfitował graczami mogącymi sięgnąć niebios w przyszłości. Świetni wysocy Towns, Okafor, Porzignis czy nawet Stein. Niscy, wybuchowi gracze jak Russell, Mudiay tudzież Booker. A jeszcze nie pisałem o defensywnych walczakach lub energetycznych graczach, typu Myles Turner, Justice Winslow lyb Stanley Johnson. Oraz Frank „The Tank” Kaminsky. Wszystko ładnie, wszystko pięknie, ale gdzie w tym wszystkim my?  Wybraliśmy wysokiego rozgrywającego, Delona Wrighta, który szlifował formę grając w niższej lidze D-League. Z tego samego draftu, również na obwód, trafił do nas Norman Powell. Nasz pierwszy bohater. Przyszłość na obwodzie, skuteczny zarówno z dystansu jak i z trumny. Potrafi bronić, dopasowywać się do taktyki trenera. Przykład na prawidłowy rozwój zawodnika. W pierwszych 30 spotkaniach grał ogony, małą ilość minut więc i granica 10 punktów w meczu była raz osiągnięta. Później zaś talent rozkwitł, minuty i pewność siebie poszły w parze i dzięki temu kolejne 20 spotkań sezonu regularnego to średnia powyżej 11 punktów na mecz, czyniąc przy tym spustoszenie zza łuku. Większy wpływ na poczynania zespołów, większa rola w ofensywie i mogę śmiało powiedzieć, że mamy wreszcie właściwą „dwójkę” z ławki na solidne minuty co noc. Kto wie, niedługo może zostanie starterem i olśni nas swą grą w pełni?

Na tę chwilę musimy poczekać. Jak na razie dwójką ławkową jak też jedynką ławkową, jak też głównym kreatorem za Lowrym i człowiekiem z bagażem doświadczenia z PO jest nasz nowy nabytek. Cory Joseph, Toronto Raptors, Playoffs – 3 strzelec, 3 asystent, 3 przechwytujący, najwyższa skuteczność z gry w zespole. Pierwszy rok gry w barwach Raptors po czterech latach szlifów pod czujnym okiem Popovitcha w Spurs. 24 lata i 5 sezonów w lidze. Nie ma papierów na bycie gwiazdą w lidze, lecz dla nas jest niezbędnym elementem ku temu, by cokolwiek osiągnąć obecnie(oraz w przyszłości, Cory jest świetną polisą ubezpieczeniową na wypadek kontuzji któregokolwiek z liderów).

A gdy lider nie może zdobywać punktów, gdy ma problem z silniejszym przeciwnikiem? Wtedy na pomoc przychodzi nasza góra mięsni, opoka pomalowanego, Jonas Valanciunas. W pierwszej rundzie z Indianą, gdy problem z egzekucją dotknął zarówno Lowrego jak i DeRozana, zespół znalazł alternatywę w ofensywie. Piłka do Jonasa, ten przy wykorzystaniu umiejętności i warunków fizycznych przepych podkoszowych Pacers i tak oto mamy w szeregach gracza, który średnio co noc daje nam 15 punktów i 16 zbiórek. Mało? 20 zbiórek w 3 pojedynkach to zbiórki w ofensywie. Jeszcze mało? To najlepsze osiągnięcie w lidze na tym etapie sezonu.  Jonas to obecnie najpewniejszy środkowy Playoffs. To lider grupy europejskich środkowych, jacy ostatnio trafili do NBA starając się zdominować podkoszową pozycję. To gracz, który w ciągu kilku lat wyrobił sobie renomę w lidze, jakiej wciąż Vucevic, Len czy Nurkic nie zdążyli sobie wyrobić. In Jonas we trust.

Dziś zaś pokonujemy Pacers, cieszymy się ze zwycięstwa i kroczymy do rundy drugiej.

Go Raps

 

Z miłości do koszykówki:
Elwood
23 kwietnia, 2016