Da Kid

Elwood,14 kwietnia, 2016

Zaangażowanie. Pasja. Profesjonalizm. Poświęcenie. To tylko podejście sfery mentalnej. Na fizyczne/statystyczne osiągi przyjdzie jeszcze czas. Teraz krótka przerwa na to, by łatwiej było Kevina Garnetta zrozumieć.

Luty, 2009. Trening Boston Celtics, pierwszy bez udziału Kevina. Trener Bostonu, Doc Rivers, stwierdził otwarcie, iż bardziej potrzebuje Kevina na cały sezon niż podczas treningów. Chciał go oszczędzać, odebrać mu część rytuału obecnego od momentu, gdy Kevin przyszedł do ligi(o tym również później). To nie mentalność Iversona „it`s just a practice”. Podejście Kevina, „all in”, zarówno na treningu jak i w trakcie meczu, jest zgoła inne. A w lutym 2009 roku Doc Rivers powiedział Kevinowi, by ten
trening przesiedział. Gierkę 5 vs 5. Zawodnicy toczą zażarty bój na boisku a Kevin siedzi. Przez chwilę. Na jego pozycji, w jego miejsce został wystawiony młodzik. Leon Powe, człowiek jak się później okazało bez przyszłości w lidze. Powe, człowiek bez przyszłości, który podczas tego konkretnego treningu miał cienia w osobie Garnetta. Powe wykonał pivot, Garnett podobnie. Leon wyskoczył do zbiórki, tak samo Kevin próbując zebrać niewidzialną piłkę. Leon biegł do kontrataku i tak samo jego cień
wzdłuż linii bocznej podążał za akcją. Do momentu, gdy Doc zagroził naszemu bohaterowi, że przerwie trening jeśli sytuacja z „cieniem” się powtórzy. Kevin nie uznawał terminu „wolne od treningu” więc kontynuował swoje poczynania. Doc użył gwizdka, trening dobiegł końca.

Zaangażowanie. Pasja. Profesjonalizm. Poświęcenie. Najbardziej niesamolubny lider na parkiecie, dynamiczny skrzydłowy robiący wszystko – dosłownie wszystko – po obu stronach parkietu. Profesjonalnej koszykówki i podejścia do zawodu uczył go Sam Mitchell. Teraz, po niemal 2 dekadach, tego samego Kevin uczy Townsa. I tak zatoczyliśmy koło, wszystko ewoluowało a jednocześnie zostało takie same.

Rok 1989. Po niemal 30 latach profesjonalne granie wraca do Minneapolis. Owszem, były 2 zespoły występujące w ABA jednak kraina tysiąca jezior potrzebowała czegoś więcej. Czegoś profesjonalnego, charakterystycznego, czegoś z czym kibice mogli się utożsamiać. Expansion draft, 4 nowe zespoły, a wśród nich Minny. Heat i Magic były „ciepłe”, gracze chętnie tam kierowali spojrzenia jako na nowego pracodawcę. Hornets mogło być spokojne o budowę zespołu, o fanbase. Wolves? 22,29,15,19,20,21. To nie
kumulacja w Lotto. To zespół, którym nie zajął się jeszcze Flip Saunders. To zespół, w którym debiutował wspomniany Sam Mitchell (i to jak, z ławki dając średnio 12 punktów i 6 zbiórek w zespole złożonym z ogólnie mówiąc półprofesjonalistów). A poza tym> Doug West, Felton Spencer, Luc Longley.Laettner, Isiah Rider,Donny MArshall i Howard Eisley. Albo wtopy, albo średniacy, albo przebrzmiałe ego. Szczerze, żaden z zawodników powyższych nie zrobił kariery przez duże K. Luc miał tytuły ale jako 4
opcja Bulls. Rider był ciekawy, ale nieobliczalny. Chris i Donny byli średni. Reszta była wypełniaczem łąwek. Smutno, nudno i najsłabiej w lidze. Zero argumentów po stronie Wolves. Do momentu draftu w 1995 roku.

Co mamy dalej? Skrzydła weteranów przyjmują naszego bohatera na nauki. Ciekawie układa się współpraca z Tom Gugliottą. Wolves zaczynają wyglądać jak zespół, a Kevin nabiera doświadczenia i masy(przychodząc do ligi ważył 96 kg przy wzroście 211 cm – brakowało wagi do przepychania, siły do walki o piłkę i jedynym ratunkiem były dłuuugie ręce oraz zmysł do zbiórek i walki na tablicach). Rok drugi, eksplozja talentu, pewna gra na „trójce” i pierwsza runda PO. Do Googsa i Kevina dołączył Stephon
Marbury, wybuchowy rozgrywający, któremu ego jeszcze nie zmąciło zmysłów. Kev jest współliderem zespołu, wyśmienicie odnajduje się w nowej roli startera i kończy rok z linijkami na poziomie 17/8/3/2/1. Drugoroczniak pełną gębą, zapowiedź czegoś większego.

Kolejne kilka lat to ciągłe zmiany. Kevin jest cięższy(106 kg), wyższy (pełne 7 stóp), silniejszy i odważniejszy. Często pokazuje się jego utarczki z przeciwnikiem, nie cofa się przed konfrontacją i co najważniejsze mimo zmian zachodzących w składzie rokrocznie prowadzi Wolves do playoffs. Nie ma już Starburego, nie ma Googsa, są za to Cassell, Spreewell i grupa zadaniowców. Co na to Garnett? Ponad 20 punktów, 10 zbiórek, ponad 1,5 przechwytu i bloku, egzekucja rzutów w ważnych momentach. Jest
bardzo dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Szykuje się wielkie granie w sezonie 03-04.

Od zera do bohatera. Od ławkowego nieopierzonego niskiego skrzydłowego do All NBA Team. Od przeszło 20 zwycięstw w sezonie do finałów konferencji zachodniej. Kevin miał to wszystko. Camby, Nene i Melo? Done for season. CWebb i Vlade Divac? Odprawieni z kwitkiem po zaciętej batalii(średnio ponad 15 zbiórek co noc na takich przeciwnikach..). Lakers? Byli an wyciągnięcie dłoni. Karl Malone nie radził sobie z młodszym przeciwnikiem. Shaq nie błyszczał jak zwykle a Kobe miał problem z Hassellem.
Zabrakło naprawdę niewiele, by Garnett, Spree i reszta zawitali do finałów ligi. Miast tego musieli patrzeć, jak ustawione defensywnie Pistons roznosi w pył Lakers. Gary Payton i Karl Malone w tej serii byli cieniami wspaniałych graczy lat 90, zaś „bracia” Wallace rządzili i dzielili pod obiema deskami.

Dalej zaś rozczarowania, odwrotność „od zera do bohatera”. Skład się starzał, zarząd nie potrafił obudować swej gwiazdy należycie i kolejne 3 lata Kevin spędzał na wygnaniu. Co noc grał bajecznie, co noc harował jak wół po obu stronach parkietu.Co noc mógł czuć się rozczarowany, gdyż klub nie potrafił wykorzystać nadarzającej się szansy. Wykorzystał ją za to ktoś inny.

Ryan Gomes (done for basket). Gerald Green(jego przyszli pracodawcy mieli z nim sporo problemów, jeśli chodzi o jakość gry). Al Jefferson(jedyny człowiek z karierą w tym zestawie). Sebastian Telfair i Theo Ratliff pod koniec swej kariery. Taki oto zestaw + 2 wybory w drafcie poszły do Wolves za Kevina. Nowego członka najbardziej zasłużonej drużyny w dziejach ligi. Boston Celtics. On, Ray Allen oraz Paul Pierce to nwoe Big Trio. Jeden cel, jedno poświęcenie. Jedna walka do samego końca.

Rok 2007. Czas przebudowy, walki o wszystko. Win now mode. Paul Pierce jako ostoja klubu, żywa legenda. Defensywna kotwica w postaci #5, KG. 3 element układanki, ofensywne perpetum mobile, zagrożenie rzutem za 3, precyzja, jednym słowem Jesus – również przybyło z zachodu. Ray Allen oraz Glen Davis trafili do Bostonu za Jeffa Greena, Wallego Szczerbiaka oraz Delonte Westa. 2 ruchami Danny Ainge zburzył budowany wcześniej zespół młodych wiecznie głodnych, zbudował w jego miejsce zespół gotowy do
batalii o wszystko i uzupełnił wspomniane trio zapleczem młodym, głodnym(Perk,Rondo,Davis,Tony Allen) oraz doświadczonym, otrzaskanym w bojach(PJ Brown, Cassell, House i Posey). Tak stworzona machina poprawiła bilans sezonu regularnego o 42 zwycięstwa względem roku ubiegłego a nasz bohater odnalazł bliskich sobie wojowników o pierścień. Każdy z trójki Allen, Pierce, Garnett notował słabszy statystycznie sezon. Dla przeciętnego zjadacza chleba mogło to oznaczać spadek formy, starość etc. Dla
kibica zaś każdy tryb maszyny, każda najdrobniejsza cząstka spełniała swoją funkcję i to w ten sposób robi się zespół „na teraz” Panie Michail Prokhorov. Wszystko klikało, wszyscy trzymali się razem. A jak ktoś dawał z siebie zbyt mało, to potem beczał na ławce i wiedział na przyszłość, co robić (spytajcie Glena Davisa). 4-3 z Atlantą i Cleveland, 4-2 z Pistons i 4-2 w wielkim finale z odwiecznym rywalem w postaci Lakers. Bój o historię, nowy baner pod dachem, upragniony pierścień na palcu.
Garnett. Koszykarz spełniony. Ale czy na pewno?

5 kolejnych lat w Bostonie, 5 razy walcząc w PO. Przegrane finały, spadek formy i kwestia wieku zadecydowały o tym, że Kevin musiał się z Bostonem pożegnać. Boston dał mu pierścień, miejsce w historii i garść wspomnień. KG oddał serce. W kolejnych miesiącach miał oddać również szczyptę rozumu, próbując odtworzyć magię zespołu mistrzowskiego w nowym klubie wspomnianego Mikhaila. KG, Pierce, Deron William,Joe Johnson i Brook Lopez na papierze wyglądali rewelacyjnie. Zdrowie, problemy z motywacją
i zawirowania okołozespołowe spowodowały jednak, że i z tym zespołem trzeba się było porzegnać. I tu historia zatacza koło…

 

Obecnie mentor, lider, głos szatni. Kozia bródka, numer 21. Wierny nauczyciel Townsa.

Jak go jeszcze można określić? MVP, mistrz ligi. 15 x All Star, 9 x All NBA. Defensywny gracz roku. 12 x All Defensive. 2 międzynarodowe złota. Lider Minny w grach rozegranych, minutach spędzonych na parkiecie. Celnych dwójkach, rzutach osobistych. Zbiórkach, zarówno ofensywnych jak i defensywnych. Asystach. Przechwytach. Blokach. Stratach i faulach. Jakby co, VORP, Deff box +/- i Box +/- to również jego przewodnictwo. Kevin to Minny, Minny to Kevin. Good to have u back.

 

Nuff Said

Z miłości do koszykówki:
Elwood
14 kwietnia, 2016