Podsumowanie sezonu 15/16 – Toronto i nie tylko

Elwood,7 maja, 2016

Zgodnie z obietnicą, wrzucam pełny tekst podsumowania tworzony przez kilka kolejnych dni i nocy. Wcześniej publikowany na łamach forum e-nba spotkał się ze sporym zainteresowaniem. Czemu więc nie pokazać i Tobie, drogi czytelniku, pełnego spectrum możliwości w kontekście spięcia klamrą ostatniego roku w lidze? Usiądź wygodnie, załóż okulary do czytania i zaczynamy. A w wolnym czasie zapraszam na e-nba.pl. Tam jest nas więcej, zarażonych koszykówką.

 

Miałem tego nie robić. Nie miałem pomysłu na podsumowanie, nie chciało mi się, wiedziałem wszak, iż to standard i ktoś finalnie się do tego przyłoży. Podsumowania sezonu, reminiscencje, oceny zawodników tudzież drużyn – been there, done that. Miałem tego nie robić, acz skoro tyle w głowie mi się uroiło przez ostatni czas, a i w lidze się dzieje jak tez mam więcej czasu na „zbliżenie z ligą” – mecze, artykuły, wywiady – czemu tego nie spożytkować? Czas więc nadszedł  ku temu, by w jakiś sposób spiąć klamrą ostatnie 12 miesięcy.

Wzloty, upadki, marazm – bicie rekordów, kryzys w drużynach i niekończące się tasiemce. Wszystko to przed naszymi oczami przebiegło w oka mgnieniu i wiem, że każdy z nas nie może się już doczekać kolejnego rozdania. Draftu. Obozów przygotowawczych. Spotkań  przedsezonowych. Tego wszystkiego, co tworzy NBA ligą wyjątkową. I za to oddaję jej część serca. Nie Suns, nie Celtics. Żaden konkretny zawodnik, tylko całokształt. Nawet olewaczy Dwight, pokraczny Dion i burmuszny DMC. Każdy z osobna i wszyscy ogółem zasługują na naszą uwagę. Mamy wszak przyjemność obcowania z grupą najlepszych na świecie w swoim fachu. Tak, Dion jest lepszy od grona pewnie ok. pół miliona innych zawodników na swojej pozycji. Jakkolwiek źle to brzmi, to jest kupa graczy gorszych od niego. Robiących głupsze rzeczy na parkiecie, rzucających z gorszą skutecznością z gorszych pozycji. Nawet on mam mój ukryty szacunek. A skoro już przy tym – każdemu „hejterowi” co to mi starał się za skórę zaleźć; każdemu użytkownikowi uwłaczającemu graczom drużyny przeciwnej; każdemu człowiekowi robiącemu z gęby cholewę –zbastujcie jeden z drugim. Tak oficjalnie i tak skrycie. Nie jestem ideałem, nikt z nas nie jest. Każdy ma swój styl, każdy jest inny – ale to, o czym Eld kilka miesięcy temu pisał, czyli wzajemny szacunek, to podstawa do funkcjonowania w społeczności jaką tworzymy. Forum e-nba to po części spuścizna e-basketu, po części baza użytkowników pierwotnych e-nba, po części też nowa krew, która ostatnio chętnie napływa. Każdy ma swój punkt widzenia, swoje ego i racje, ale proszę – szanujmy się wzajemnie, ceńmy zdanie drugiej strony. Bo bez drugiej strony forum nie będzie miało sensu.

Wstęp już za nami, czas więc na przejście do konkretów. Sezon 2015/2016 był pierwszym pełnym sezonem przeze mnie obserwowanym od bodaj 5 lub 6 lat. Po drodze były szczątkowe skróty spotkań, statystyki, uwaga skierowana na tenis, curling i inne pierdoły. Generalnie przez kilka lat funkcjonowałem w formie, która nie była moja, a z której niezwykle chętnie się uwolniłem. Wcześniej widziałem wejście Lebrona, widziałem „nowatorskiego”  Yao i oklep gromady zasłużonych jezioranów od Detroit Pistons. Potem wszystko zasnuła mgła amnezji, głupota ludzka i wzmacnianie charakteru. Wróciłem, odkopałem rzut z wyskoku, buty taneczne i po wprawce w ubiegłym sezonie przygryzałem paznokcie z niecierpliwości. Draft z fajnymi prospektami, Suns teoretycznie wzmocnione (potem mi przeszło takie pierdolenie głupot), liga z nowym znakiem jakości. Generalnie wszystko wyglądało tak, jakbym nigdy z pokoju ligowego nie wyszedł. Mocne zespoły nie opadły z sił; po drugiej stronie barykady również zapowiadało się ciekawie. Hawks już udowodnili swoją wartość i aspiracje. Warriors to mistrzostwo. Dalej Bron, Spurs po długich wakacjach. Do tego kupa zespołów pukających do miejsca, gdzie laski same płacą za pukanie i mamy zapowiedź czegoś wyjątkowego. Było wyjątkowo? Zobaczmy po kolei.

Alfabetycznie na start wchodzą Hawks. Zespół z Atlanty = mizerny fanbase, wspomnienie fatalnych strojów oraz lista 20 punktów Korvera na temat doskonałości rzutu, który po ogłoszeniu owej listy przestał być doskonały. Liczyłem na coś ponad średnią ligową i się nie zawiodłem. Niezauważalna strata Carrolla, solidny frontcourt z wabikiem  FA w postaci Holforda. Do tego dynamiczny duet rozgrywających… gdybym  jeszcze pamiętał, kto tam z ławki wchodzi na poważne minuty..

Boston. Zielona duma kibica, z której nawet Dan Aykroyd może być dumny. Grupa trzecich/czwartych/piątych opcji pozbierana z różnych ekip, doprawiona niesfornym Thomasem i jednym z najlepszych szkoleniowców dzisiejszej ligi i mamy co następuje: maszynę defensywną ze zrywami ofensywnymi, gończe psy grające niczym w liceum(full court pressure), w końcu drużynę godną stąpania po ziemi nie raz i nie pięć noszącej mistrzów ligi. Danny Ainge zbudował potwora, z takim potencjałem, tyloma rozwiązaniami po obu stronach parkietu, z takimi możliwościami dryftowymi. Rewelacyjna podstawa ku temu, by jakikolwiek wielki dzisiejszej ligi wdział biel i zieleń i walczył o trofeum. Świetna ekipa do oglądania.

Brooklyn. Tu zaczynam mieć problemy z definicją drogi obranej przez zarząd/drużynę. Kolejny sezon bardzo mocno w plecy, kolejne zmiany warty (ostatnie podpisanie Marksa wydaje się być trafnym ruchem), kolejne budzenie nadziei w kibicach, którzy mogą pamiętać jeszcze czy to wyczyny tria Kidd/RJ/Vince czy nawet czasy wcześniejsze, z Williamsem i Gillem. Na chłopski rozum od 10 lat drużyna zalicza regres; polityka podpisywania „na teraz” spaliła na panewce i ze składu ostał się ino Brook Lopez – środkowy u szczytu kariery,  teoretycznie łakomy kąsek do wymiany. Dalej Jack i Young – i tu trzeba zadać sobie pytanie, czy faktycznie są to opcje 2 i 3 w zespole, który chciałby chociaż walczyć o PO? Zespół bez tożsamości, bez perspektyw i podobnie jak Suns w miejscu, z którego ciężko się będzie wygrzebać.

Hornets za to mają olbrzymie szczęście. Fanbase bodaj największy jeśli patrzeć na zespoły, które zaczęły kibicować klubowi a nie konkretnemu, medialnemu/wielkiemu zawodnikowi. W naszym rodzimym kraju na początku lat 90 jeśli pojawiło się coś z NBA, to było to Hornets, Magic, Bulls bądź Lakers. Przy czym czapeczki z logiem Charlotte miały najmocniejsze daszki i potrójny szew (pozdro zgredy). MJ w swej nowej roli również w jakiś sposób doszedł do momentu, gdzie budowa zespołu nie wygląda jak rzygowiny po sobotniej imprezie. Po wymianach ma fajnych rozgrywających, dwóch ciekawych defensywnych stoperów, 2 młodych wyrobników na deskach. Do tego Al i Marvin i do kupy zebrała się ekipa, którą widziałem w tym sezonie najmarniej 9 razy i każde ze spotkań było warte poświęconego czasu. A, i francuski łącznik. Ciężko nie darzyć Was sympatią.

Spokojnie, kolejna ekipa wie jak sobie radzić z fanami. Bulls nie wymieniają. Bulls nie zmieniają z głową, nie wyrywają zepsutego zęba. Szkoda Gasola, bo chłop ma dar niebywały do gry w kosza. Szkoda Rose`a, bo to był motor napędowy i chwilami najlepszy grajek na pozycji w swojej karierze. Butler to też wielka nadzieja spuścizny po Jordanie. Taj, Brooks.. tak, tak – szkoda. To taki czeski samochód. Kontuzje, wywalenie trenera mającego nastawienie stricte defensywne i zamiana na gościa, który jest Hornackiem na dopalaczach. Noah? Kontuzje, drastyczny spadek formy i minut, ofensywny niebyt i wyjebanie na jakość rzutu. Generalnie to musi być karma za te 6 pierścieni, nie ma wuja, by MVP + środkowy robiący 12/11/4/2/1 w ciągu 4 lat zanotowali taki regres. Trzęsienie ziemi, kolejna budowa od nowa i kolejny „Ben Gordon” na śmietnik koszykówki. Jeszcze Kirka oddaliście. Fuck off

LeBronniers, czyli przypowieść o tym, jak wywalić zajebistego trenera, wstawić pachołka, pościągać ziomków, mieć teoretyczny spadek osiągnięć i zaniżyć świadomie lub też nie wartość swoich opcji nr 2 i 3 przy czym efekt tego jest taki, że mimo tego całego gówna Cleveland to wciąż top 4 w wyścigu do pierścienia. Trochę pianobicia teraz będzie –Love nie jest „miękki”, nie gra słabo i nie jest szklanym kochasiem. Konkretny zespół, konkretne sety zagrywek, konkretna odpowiedzialność. Spytajcie Stanleya Johnsona i te jego trójki rzucane z boku boiska – w pewnym momencie sezonu w kolejnych meczach tylko tam go partnerzy szukali, jakby to był Robur jakiś parkujący na trawniku. K-Lo gra zespołowo, wpasowuje się w konkretny schemat. A to, że wygląda to na poziomie średniej plus ligowej? Dla przypomnienia, łaty „niewykorzystywanego” potencjału wśród wysokich mieli i Gasol, i Bosh, i Garnett jeszcze za czasów antycznych e-basketu. Same shit different Day. Z rozwagą ich obstawiłem w typerze jako Big Cachuna.

Dallas. Cubangate w pełni, Dirk obiecał PO i obietnicy dotrzymał. Drużyna pozbierana z odpadów radioaktywnych, które dawno już zapomniały lata świetności, potrafiła pokazać pazur i za to szacunek. Zważywszy na nasz krajowy fanbase (Roger) śmiem twierdzić, że ilość wygranych per fan zespołu jest najwyższą w lidze. Przepłacony lojalny Wesley, przepłacony Parsons, odkopani Felton, Barea i Williams. Kobiety po przejściach, Dirk z przeszłością. Nie wiem, kiedy powie sobie dość, ale na chłopskie oko ma tak ze 2 lata gry na dobrym poziomie 18/6. Oraz dwa lata na wyjazdy na ryby po 1 rundzie. Pomnik będzie miał bankowo, dirkstrasse pewnie też gdzieś wokół stadionu zrobią. Albo rondo Dirka. Nieee.. rondo ma złe skojarzenia.

Nuggies. Nigges. Nuggets. Era „pomelo” smutna jakaś taka. Kupa nawozu zza naszej wschodniej granicy, podobnie jak Suns Denver zapomniało jak to jest wygrywać i coś fajnego kleić. LBS pewnie mnie zjedzie, powie, że to prospekty, murowane kandydaty do mistrza za 5 lat, ale czy poważnie mamy traktować kolejnego Boba Budowniczego? Gallo i Barton wyglądają fajnie, Mudiay też ma wysoko zawieszony sufit. Randle na koksie czyli Faried fajnie rokuje.  I tylko mi tu prawdziwego lidera brakuje. Albo trenera z pomysłem. Albo rozwoju organicznego.

Pissstons. 1 runda za Wami, prognozy w klubie optymistyczne i skład w miarę ułożony. Macie tyły, wielofunkcyjne skrzydła, środkowego przez duże „si”. Ławka też niczego sobie, i Jeremy jest właściwym gościem na właściwym miejscu. Czekacie na odejście Brona czy idziecie po coś konkretnego z topu topów? Wyjściowa pozycja podobna do Bostonu, mecze Wasze ładne dla oka a i czirliderki jedne z ładniejszych macie. I Stanley, nasz nowy Artest, bardzo fajny zawodnik. Cholernie zacięty w obronie, zna swoje miejsce w ataku i jeszcze nie ma rozpalonego łba. Good 4 u

——————————-

Tu następuje przerwa reklamowa. Taki oddech od głupot pisanych na rzecz innych głupot, bardziej personalnych. W momencie, gdy to piszę, nie mam pojęcia kto będzie w All NBA 1st, 2nd etc. Wiem za to, że są zawodnicy, którzy w pamięci mi utkwili i niejako sezon 15/16 jest tożsamy z ich wyczynami:

– Curry, oczywistość, lekkie combo, Opel Tigra na dopalaczach. Czekam na linię za 4 punkty

– Drummm.. i jego dd, umiejętność ustawienia w pomalowanym. Wolne też pamiętam.

– IT i napędzanie zielonej maszyny

– Hassan, jego chwilami olewcze podejście do defensywy i to, jak obsrani robią się przeciwnicy, którzy przypominają sobie jego bloki, zastawianie deski i szybkość reakcji przy odbitej piłce

– Porzignis, czyli dynamiczna wersja Dirka

– Rose, który momentami wyglądał rewelacyjnie, by za chwil kilka popaść w przeciętność

– powrót złamanej nogi George`a

– Kemba i Lin, jeden z najfajniejszych i najdynamiczniejszych duetów obrońców w lidze do oglądania

– 60 punktów w ostatnim tańcu Johna Travolty

– Grit & Grind

– Westbroo i jego td

Top 10 ligi? Dla mnie, obecnie? Bron. Curry. Durant i Westbro. Paul. Davis. Drumm. DMC. George. Kawhi. Harden vs Klay? Lowry vs Damien ? Pewnie kogoś pominąłem, pamięć w cholerę szwankuje. Dobre zawody robili IT, Hassan, Towns, Porzi, Sapp, Butler.. za dużo tego. Kupa fajnych zawodników.

—————————

Golden State. Czego bym nie napisał, albo mnie wyśmiejecie albo przejaskrawicie sprawę. Rekord ligi, deus-ex Kura, mini Magic, Klay i kilogramy dobrze wpasowanego suportu. Nie wiem, jak by się to potoczyło gdyby wypadł ktoś a ktoś musiał wózek ciągnąć. Faktem jest, że to co ostatnio Przem bodaj pisał ws GSW ws Suns 05 jest bliskie prawdy. Prawdziwa wymiana ryjobicia by była, mecze po +130 punktów co noc. Poza tym? Obecnie to ich gra. Chyba, że Bron lub Spurs się pospinają.

Houston. O tych $%^$!@# nie trawię organicznie. Mieć top 10 gracza ligi, teoretycznie czołowego środkowego, wszystko ładnie pospinane na ławce i koniec końców grać w takim stylu? To jakby jechać lewym pasem 60 na godzinę. Beasley? Smith? Wykopanie Thorntona? Spalić, zburzyć albo zamordystę zatrudnić.

Bird miał pomysł. Chciał smallball, chciał się dopasować do wodzireja ligi. Otoczył Paula tak samo wartościowym stuffem jak Cuban otoczył Dirka. Pozytyw? Powrót George`a, Turner pięknie rozkwitł a mój człowiek Rakeem sobie nie pograł. Jest miejsce na rozwój, ciekawie się na nich patrzy ale w tej formie przy dobrych wiatrach jest to drużyna na miejsce ok. trzeciego na wschodzie. Szkoda, że Granger nie dotrwał do tego momentu w barwach Indy w zdrowiu.  Historia smutna a zarazem porównywalna do Brandona Roya. Przynajmniej ten ostatni sobie pogrywa w ichniej „lidze mistrzów”..

Clippers, czyli dom najlepszego rozgrywającego obecnej ligi (odwołuję się do definicji pozycji) sparowanego z najgorszym bądź jednym z najgorszych ogniw ligi. Austin Rivers, kandydat do DPOTY, MIP oraz człowiek, który robił już wszystko. Poza tym? Drugorundowiec, wieczny brak trójki, ławka coraz starsza.. Miałem wątpliwą przyjemność oglądać mecz, gdzie na parkiecie równolegle grali Crawford, Reddick, Austin i Pierce. W takim zestawieniu nie potrafili zebrać nawet datków na PCK. Karma? Paul się tu marnuje? Sparować go z Davisem, z szerszym składem? Czort wie.

Lakers :D Sorry Panowie, ja wiem, że 3 młode gwiazdy + Nance, Kobe, Hibbert zaliczył najpotężniejszy zgon tej dekady a Lou Williams pasuje tu równie co Mitch Richmond kilkanaście lat temu do trójkątów. Czas na zebranie dupy w troki, obudowę młodego potencjału, na trenera z jajowstrząsem i rozpoczęcie nowej ery. 3 lata śmierci klinicznej za Jezioranami, zapewne jeszcze rok bądź dwa stagnacji i obudowywania trzonu/tworzenia nowej tożsamości. Chcę jeszcze kiedyś zobaczyć finały z Celtics. I to nie na wideło.

Memphis, Tennessee. Tyle było dni… do utraty tchu (Conley) – do utraty sił (Gasol). Do utraty ¾ składu, do awansu do PO i walczenia o każdy milimetr boiska. Jak angielscy lotnicy w czasie 2WW. 28 zawodników w rotacji przez cały sezon. Tu nawet Ci, co zaczynali, nie mieli szans spamiętać z kim mają kończyć. Cotton. Stokes, Weber. Fuckin Benu Udrih i Jordan Farmar. Brakowało Eliotta Perry i Smusha, by dopełnić obraz nędzy kadrowej i rozpaczy zarządu. A mimo to wytrwali w boju, dociągnęli wózek do mety i jak sekcja środkowa „Rime of the ancient mariner” zostają w sercu.

Miami to cholernie fajna drużyna. Historia krótka a tu przewroty, Zo, Eddie Jones, Diesel. Big Trio. Plac poległych bohaterów. Do tego zajebisty komentator, Brylantynowy Pat, mordy rozdarte na co 2 meczu. Maskotka z kutasem zamiast nosa. Wszystko się skleja. Gra? No zwyczajnie fajnie to wygląda, gdy patrzy się na zespół ze starcami miast gwiazd, sparowanymi z ciekawymi juniorami, grającym dobry sezon Dragicem i Hassanem. Poza Suns najczęściej widziałem ich w boju i nie żałuję.

Bux. 2 mecze? Może 3. Alfabet jako rozgrywający. Duch przeszłości w postaci Sandersa. Kogo ja oszukuję… Nie pamiętam nikogo z tej drużyny poza Giannisem. Zespół widmo dla mnie, nigdy im nie kibicowałem, nie latałem za nimi z pomponami, nie prosiłem o autografy i nie ciągnąłem w autokarze..(my bad, miało się nie wydać). Burn mutherfuckers. Nudna ekipa z nudnego miasta, którego nazwa zawsze mnie uwala w quizach nt koszykówki. F y`All

Minny. O , to lubię. Nie od zawsze. Od momentu, gdy koleżanka z podstawówki wróciła po wakacjach z USA i wydarła paszczę, kto chce gazetę nt koszykówki czy czegoś tam. Wiadomo, wygrało się dzięki szpetnemu ryjowi i litościowemu podejściu darczyńcy. A gazetą był periodyk przedsezonowy z opisanymi graczami Minny. Chris L. był wtedy gwiazdą zespołu, ja zaś z ubogą znajomością angielskiego rumakowałem czego ja nie wyczytałem. W przerwach między rzutami z metra do plastykowego kosza przyczepionego na przyssawki do szyby. Wracając do meritum – Rubio to już nie nadzieja białych, Wiggins to nie zgryw kanadyjski, Towns to nie przelewki. Dieng, Shabbaz, Zach. Do tego 2 oldtimery. A, i nowego bossa mają. Peko jeszcze. Nie idzie tego spierdolić. To nie

Pelykany. To, co miało miejsce w Memphis na mniejszą skalę całkowicie zdemolowało Pels. Nie dało się ich oglądać, 3 x po połowie meczu i szukałem alternatywy. Ryan Anderson najlepszym graczem w przekroju całego sezonu w sytuacji, gdy w składzie ma się Gordona, Evansa i Davisa. Brak szerokiej gamy rozwiązań ofensywnych, w obronie każdy swego. (właśnie wylosowałem kartę Erica Gordona; super rare więc jestem kontent azaliż). A mimo to, w tym połamanym składzie z mizernymi ambicjami w tym sezonie nawet Jimmer Fredette nie dał rady. Czekam na zdrowy rok tej ekipy.

Nowy York. Mekka koszykówki. Frazier, DeBusherre, Ewing,Marbury..Tyle gwiazd, tak mało miejsca.. Jest Karmel, który wciąż jest rewelacyjny, ale potrzebuje kogoś równorzędnego/lepszego, by sam mógł grać. Macie fenomen łotewski, debiutanta 14/7/2 który ładuje co trzecią trójkę. Do tego gra zwiewnie, lekko jakby był czarny i miał na nazwisko Durant. Pakiet młodych ciekawych graczy. Jose, którego gra mnie nie bolała gdy na niego patrzyłem. Machine? AA? Williams tudzież O`Quinn? Elementy wielkiej układanki, wypełnienia którymi można jakkolwiek handlować. O ile ktokolwiek będzie głupi na tyle, by brać kogoś z backcourtu Sasha/Jose. Ciekawi mnie tylko, kto jako drugi wejdzie po raz kolejny do PO – Wy czy Wasi sąsiedzi z taboru obok?

Oklahoma czyli o tym, jak barca & spółka zaraz mi nakopią za to, że określę sytuację w Thunder mianem gniota. 2 x gracz top 10, Ibaka przed prime,  masa uzupełnień (nie wspominam o Waitersie i Foyu) i zespół finalnie ma szansę na walkę o finał konferencji. Z takim potencjałem wciąż jest za krótki na Spurs i Warriors. Ego, kwestia poukładania ról w zespole? Kto tak naprawdę przewodzi temu stadu? Statystycznie jesteście rewelacyjni. Statystycznie od 6 lat raz utknęliście w finałach ligi, w razy w finałach konferencji i piekielnie mi blisko do określenia Was jako „zajebiści, ale w niewłaściwym czasie grają”. Taka półka, na której jest Ewing, Miller, Barkley.

Orlando, ach Orlando. Kolejna ekipa, o której wiem tyle co nic. Seikaly już u Was nie gra? Mieliście takiego sprytnego rozgrywającego, co na konkursie wsadów zrobił layup..

Philly. 4 żałosne sezony temu graliście w półfinałach wschodu. Ludzie w jakiś sposób się z Wami identyfikowali. Mieliście potencjał. 4 kolejne lata później kończycie rozgrywki z najmniejszymi widowniami w lidze, kolejnymi pickami przeznaczanymi na wysokich i brakiem rozwagi w budowaniu zespołu. Dupa mnie trochę boli na Waszym losem. Klub z tradycjami, fajnymi graczami w przeszłości stał się latarnią, pod którą nawet ulicznica musi robić promocje. Obudować to weteranami, pospinać do kupy i nie udawać, że zegar się zatrzymał w 1996 roku i że w rotacji gracie 20 zawodnikami.

Phoenix. Są pozytywy, naprawdę. Rok mniej do końca kontraktu Knighta. EB będzie zdrowy. Tucker już nie może być grubszy. Czeka nas wysoki pick w drafcie. Do tego rozwinięty Booker(bardziej) i Len(mniej). Tyson scalający szatnię za jedyną równowartość rocznego budżetu Dżibuti. Mirza, Jon… fuck. Fuuuuuuuuuuck. Kurwa mać, jesteśmy latarnią i choćby skały srały to przez kolejne 3-4 lata mamy bana na PO. Earl Watson dostał pełny kontrakt, więc kolejny rok dostaniemy jajecznicę bez jajek.

Portland. W momencie gdy to piszę, zespół ogórków kiszonych został kandydatem na drugą rundę PO. Bez ubiegłorocznych starterów, z wierną publicznością i Masonem Plumlee na środku. Mimo, iż to ten lepszy z braci, to wciąż jeden z najgorszych środkowych startujących w lidze. Do tego Al Faruq jako trzecia opcja w zespole..Macie nudnego komentatora, nudny skład wyłączając Wasze obronne zaplecze i jesteście lepsi od Mavs, Rox czy potraficie na równi klepać się z duetem „Malone/Stocton” naszej ery. Chylę czapkę..

——————————–

Kolejna przerwa i kolejne pomyje. Trochę sypania głowy popiołem nad tym, co po drodze upadało. Opis meczów Dream Team. Gone, i to przed finałem. Było jałowo ale było. Zawodnicy z draftów i co się z nimi działo po zakończeniu przygody z NBA. Gone do momentu, aż mi się odwidzi i przestanę odpowiadać na prośby fanów pt. „opisz tego bądź sramtego”. Yebana lista życzeń. Jakby dłubanie po ligach malezyjskich nie było wystarczającym utrapieniem.  I tu był moment moich gorzkich żalów w kierunku formowych płaczków, internetowych bohaterów i cwaniaków, co rzucają tezę by zmącić wodę. Tym razem odpuszczam grzeczny.

Shit fuck, męczące to.

——————————–

Drużyna Queens ma problem wizerunkowy pod wieloma względami. Pomijam głupiego właściciela, niezbyt mądrego Divaca, roszady trenerskie . Zachowanie zawodników jest głównym problemem. Przegrywamy? Ok., ale walczmy do końca. Spuszczanie głowy, grymasy niezadowolenia, nieprzemyślane machanie kikutami w kierunku przeciwnika. Nie ma szans, by ktokolwiek wartościowy spojrzał na Sacto i mimo powyższego stwierdził „ no tak, DMC to potęga środka, Rondo jest wielce utalentowany a Gay to ciekawa opcja ¾. Chyba tam zagoszczę na dłużej”. Nie powiedział tak żaden gwiazdor. Nigdy. Wypuścili mojego szczurka, który już nie pogra w lidze, bo rzucać nie umie. A to, że zbiera rewelacyjnie i jest micro Rodmanem? Soro

Chociaż nie soro. Taki zadaniowiec, ułożony mógłby wszakże się przydać czarnym koszulom. Nawet jako maskotka. Tak szczerze. Oglądanie Was to poezja. Stockton w 21 wieku przełożony na idisz podzielony na 12 graczy + trener. Prostota i elegancja. Szyk. Saab 900. Nie jest szybki. Nie ma nowoczesnej linii. Ale jest mocniejszy, trwalszy i większy od Twej nowoczesnej zapalniczki. Funkcjonalny. I na samym końcu drogi to on da Ci więcej frajdy z jazdy i dalej zawiezie. Spurs.

Toronto? Z racji pisania różnorakich relacji i artykułów na Toronto-raptors.pl spędziłem z nimi wiele nocy. 30? Może 35 spotkań, podglądania Lowrego który niedostatki rzutowe nadrabiał przeglądem pola. Obcowania z Jonasem i BB na środku. Uchwyceniem przelotnego niczym spadająca gwiazda talentu Bruna C. Było różnie, niestety. Mankamenty na skrzydłach, powolne wdrażanie młodych i zbyt duże oczekiwania względem DeLoreana zatarły nieco zespół. Acz, spotkania Raptors z Memphis z Carterem w składzie wyglądały pysznie.

Gobert State i Gortat City łączę gdyż:

  • Jestem leniwy
  • Widziałem po bodaj 2-3 mecze każdej ekipy
  • Oba zespoły są na etapie bycia pewniakiem do 9/10 pozycji w konferencji vel do bycia w dupie. A jak wiemy, dupa to dziura, a marines zwykli mawiać „there`s no wrong hole”

Wall to już nie top 5 swojej pozycji. Gobert to jeszcze nie top 5. Czekam na tąpnięcia, zmiany. Na współpracę Dudleya i Morrisa.

Trochę podsumowania. Płaczu, nostalgii. Mamba`s out. Dirk i Tim na ostatniej prostej. Podobnie Paul, Kevin i Dre Miller. Manu, Jet i BirdMan. Idzie nowe, radzi sobie całkiem nieźle i mimo łezki w oku będzie to łza szczęścia. Żeby tylko każdy nie kończył 60 punktami bo przejdę na nocny tryb życia.

Kolejny rok, kolejne wyzwania. Suns poza PO. Warriors, LeBrons, Spurs, Clipps. Pels i Grizzls wracają do gry. Bulls w trybie dokowania. 76ers wychodzą z dupy. Ja dalej bredzę, piję i gram w karcianki.

Nuff Said

 

p.s.

Przed chwila bardzo ciekawy segment ujrzałem; Open Court; zatytułowany „Money Or Rings”. I w pełni się z tym zgadzam, gracze dużo częściej obierają wątek zarobkowy niźli pogoń za pierścieniem. Kwestia dostrzegania głodu w oczach, łez po porażce, radości ze zwycięstwa – takiej prawdziwej, jak w przypadku Bryanta, gdy wsadził Suns gwóźdź do trumny. Bez pozowania. I tak sobie pomyślałem, gdybym nie pod względem umiejętności, a głodu dotarcia do tego wymarzonego miejsca z pierścieniem miał graczy zebrać, taką piątkę. Wygłodniałą, za których bym ostatni grosz postawił. To Paul, bo jest idealny na rozegraniu i w mych oczach przedkłada efekt końcowy i dobro drużyny nad osobiste wyczyny. Kawhi, gdyż jest kompletnym skrzydłem i potrafi wpasować się w układankę, być następnym wielkim role playerem i grać z głową. Steph, z racji dążenia do perfekcji w molestowaniu kosza przeciwnika, bez wymyślnych pozerstw, za to z efektem dającym wygraną drużynie. Green, bo ofensywnie jest rewelacyjnym uzupełnieniem; defensywnie zaś opanował niemal do perfekcji to, co czynił kiedyś Bowen – umęczenie przeciwnika, stosowanie tych małych drobnym druczkiem zapisanych paragrafów, przez które potem są debaty na forum, a których mu sędziowie nie gwiżdżą. Bo na granicy, bo sędzia nie jest pewny, a drużyna ma z tego pożytek. A na środku chcę Holforda. Bo ma przebłyski tego ognia, który miał Zo. Bo mimo braków fizycznych umiejętnościami wygrywa z przeciwnikiem. I jest „odpowiedzialny” za swą grę, w odróżnieniu od gościa z wyższym sufitem i literami „Hassan” w imieniu.

Teraz to już koniec 4 real.

 

 

 

Z miłości do koszykówki:
Elwood
7 maja, 2016