Czas zacząć wierzyć w Raptors

Mefju A,11 kwietnia, 2015

Artykuł, w zasadzie „felieton”, który pisałem między porażkami z Nets i Celtics, a dokończyłem dopiero dzisiaj mając wolną chwilę. Jest już troszke nieaktualny, ale w okolicznościach w jakich aktualnie prowadzimy stronę myślę, że warto poświęcić mu chwilę. Zapraszam.

Miałem chęć napisać ten artykuł wiele wcześniej, ale byłem pewien, że dostaną mi się hejty z rodzaju „ledwo wygraliśmy z Rockets, a…”, „ledwo wygraliśmy 2 mecze, a…”, „ledwo 3 zwycięstwa, a…”. To teraz mamy 2 porażki z rzędu i mogę to zrobić bez obaw… Choć… No też nie do końca. Więc zanim oberwę innymi hejtami, tymi z rodzaju „straciłeś wiarę w Raptors?!”, zaznaczę, że to przecież tylko ten słynny chwytliwy tytuł, którym zainteresuję większość zaglądających na naszą stronę, nawet jeśli nie do końca są zainteresowani jego czytaniem.

Straciliśmy chyba wszyscy wiarę w to, że uda nam się osiągnąć 50 zwycięstw. Coś co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się oczywiste, dziś jest prawie niemożliwe. Mamy bilans 45-32, 5 spotkań do końca sezonu regularnego, zapewnione pierwsze miejsce w Dywizji Atlantyckiej, „walczymy” o 3 miejsce Konferencji Wschodniej. Tak naprawdę bylibyśmy bliscy spadku na 5 miejsce konferencji, jednak chroni nas wspomniane zwycięstwo Atlantyku.

Czyli podsumowując to wszystko, ciężko o 50 zwycięstw, a jeszcze ciężej w nie uwierzyć. No ale kto wie!

Kyle Lowry odpoczywa, ukazując tym samym to przy czym zawsze się upierałem – rozegranie Greivisa Vasqueza. Amir Johnson również nie gra, przypominajac nam, że problemy z kostkami na długo nie dadzą mu spokoju, być może już do końca kariery.

demar i lowry

Nadchodzi moment, kiedy Dinozaury będą musiały uruchomić swój Beast Mode, który poznaliśmy w poprzednim sezonie. Tą chęć działania, udowodnienia wszystkim, że mogę, że potrafię, całość poparta nieustanną świadomością zawodników, że niektórzy mogą kolejny raz playoffy oglądać z perspektywy widza TV.

Tym razem nie musieli tego robić. Zapewnili sobie playoffy w ciągu pierwszych dwóch miesięcy fazy zasadniczej i choć później zdarzało nam się oglądać nawet i kompletne dno w wykonaniu drużyny, to jednak nie zmienia faktu, że oni sobie to wywalczyli.

Podczas nieobecności kontuzjowanych zawodników pewności nabierają pozostali zawodnicy. DeMar DeRozan w którego grze ostatnio ciężko doszukać się jakichś większych błędów, czy wad. Jego występy stały się ulgą dla oczu, choć nie zawsze udaje mu się osiągnąć dobrą skuteczność.

Klip prezentujący mix akcji z 42 punktów zdobytych przeciwko Houston Rockets tylko dowodzi temu co piszę.

Lou Williams, którego będziemy bardzo potrzebowali w postaci tego słynnego strzelca również wziął się do pracy. Dla niego najlepszym dowodem jest wczorajszy Game Winner przeciwko Orlando Magic.

Tyler Hansbrough, który dostał więcej minut pod nieobecność Amira również rozwinął skrzydła. Nie często widujemy z jego strony takie akcje, zwłaszcza z takim wykończeniem:

Panie i Panowie, wchodzimy w okres, w którym reszta sezonu przestaje się liczyć. Za chwilę nikogo nie będzie obchodziło z jakim bilansem skończyliśmy zasadniczą część sezonu, na którym miejscu, ile razy przegraliśmy końcówki spotkań, czy ile razy nasza gra kompletnie sie nie układała powodując mdłości.

Nadchodzi faza Play-Off, okres na który liczymy wszyscy, zarówno kibice jak i sami zawodnicy. Nikt nam nie wróży finału, nawet nie finału konferencji. Co więcej fani NBA zdają się nas lekceważyć patrząc przez pryzmat sezonu.

Do tego jeszcze kilka dni, ale już teraz zapraszam was do spędzenia czasu z naszą drużyną podczas tegorocznych finałów. Będzie gorąco, gwarantuję :)

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
11 kwietnia, 2015