Czy magia istnieje?

Mefju A,20 kwietnia, 2016

Ta znana nam z powieści fantastycznych jak zaklęcia, wykorzystanie żywiołów, albo ta prosta jak telekineza (psychokineza), telepatia (psycho.. nie), albo chociaż ta metafora, czy jakkolwiek zwać ten środek stylistyczny, bo nigdy nie byłem dobry z języków, kiedy mówimy „Magia Playoffs”. Czy DeMar DeRozan został zaczarowany? Albo Playoffy rządzą się innymi prawami? A może to kosmici? Czy to dopadło również Kevina Duranta? Może istnieje system, który wybiera losowych graczy NBA, którym mecz ma kompletnie nie wyjść? O co chodzi?

O nic nie chodzi. Nie należę do fanów utożsamiania sportu z czymś nadprzyrodzonym, nie wierzę, że trzeba urodzić się z nazwiskiem Kobe Bryant by osiągnąć szczególny sukces. Ale ja nie o tym.

Kiedyś szykując witrynę na kolejny sezon, zawsze aktualizowałem statystyki drużyny, a konkretniej jej składu. Wśród nich znajdowała się pewna wytyczna – ilość zawodników posiadających doświadczenie w rozgrywkach Play Off. Gdzieś w głowie coś mi cicho mówiło, że ma to jakieś znaczenie… Może niekoniecznie dla mnie, ale dla ludzi, którzy interesują się NBA.

Wczoraj podczas meczu doszło do komicznej sytuacji. Drużyna wyszła po czasie na końcówkę drugiej kwarty. Kapitan Casey rozrysował drużynie jakąś genialną akcję, wszyscy się ustawili… Oprócz Terrence’a Rossa, który jakby wpadł z innej imprezki i zrujnował zagrywkę. No więc wzięliśmy kolejny czas i Casey znowu coś tam rysował. Niedługo po tym zwycięzca konkursu wsadów zepchnięty na DeRozana zderzył się z nim głową, po czym padł na kilka sekund na parkiet, trafił do szatni i już jej nie opuścił. Badania nie wykazały niczego szczególnego, ale ból głowy nie pozwolił mu wrócić na boisko.

Casey zapytany o to zażartował, że to kara za tą zepsutą akcję. A więc jednak coś istnieje. Jakaś magia, jakiś los, jakaś karma… Niestety nie jestem w stanie znaleźć odpowiedniego widea, by podać nazwisko tej karmy.

Kyle Lowry też miał wczoraj gorszy dzień, na szczęście jest świetnym rozgrywającym i nie potrzebujemy, aby trafiał dużo rzutów. On szybko zapracował sobie na poprawę wizerunku w naszych oczach. Próbował też kilkakrotnie uruchomić DeRozana, ten niestety tylko w trzeciej kwarcie pokazał „jakąś” postawę. Później Dwane Casey wykazał się mądrością jak nigdy przedtem, po prostu nie wpuszczając go na boisko, a korzystając z tego co przynosi efekty i na co nie byli gotowi Pacers.

Sport to sport. Polega na wyciskaniu z siebie potu, wykorzystywaniu pomyłek i słabości przeciwnika na ogół głównie przy użyciu pracy fizycznej z dodatkiem mózgu. Nie ma znaczenia kto grał w Play Off, a kto nie. Znaczenie na pewno mają umiejętności i charakter. DeRozan chyba to ma, bez niego nie bylibyśmy w tej fazie i nie byłoby tego narzekania.

Czy pokaże się wreszcie z lepszej strony?

„Most definitely.”

O Bogowie koszykówki nie dajcie nam powodów do narzekań!

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
20 kwietnia, 2016