Dwane Casey i Kyle Lowry zbierają ciosy za ostatnie porażki

Mefju A,13 stycznia, 2015

Okres zimy dla osób takich jak ja jest czasem zbrojeń. Różnego rodzaju plany, obietnice, założenia, które chcemy zrealizować w ciągu najbliższych tygodni czy miesięcy. Coś z rodzaju lata dla zawodników NBA. Właśnie skończyłem swój trening i gdy zastanawiałem się nad postępami z jakiegoś powodu przyszła mi na myśl wczorajsza porażka, a właściwie ostatni kryzys – bo tak już zaczęliśmy to określać.

Najpierw najdłuższa seria porażek psująca jakże piękny, ogólny bilans 3 zwycięstw do 1 przegranej (24 – 8). Ledwo odetchnęliśmy z ulgą, by po długim emocjonującym meczu przegrać z odrodzoną ekipą Detroit Pistons.

Cóż, że trzeba było się tego spodziewać. Cóż, że Dinozaury grają niepełnym składem. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc dziś fani ekipy z Kanady liczą na zwycięstwo nawet grając przeciwko San Antonio Spurs, czy Golden State Warriors, choć oczywiście spodziewają się raczej porażki.

Dlatego kiedy do Toronto przyjeżdżają Charlotte Hornets zwycięstwo wydaje się właściwie oczywiste… A okazuje się wpadką. Kiedy przyjeżdżają Detroit Pistons z jakiegoś powodu nadal większość stawia na Raptors… I znowu wpadka.

Ktoś musi być winowajcą.

Wracając myślami na chwilę do początków sezonu można zauważyć pewną komiczną sprzeczność.

Kanadyjczycy cieszyli się z przedłużenia umowy z Dwanem Casey’em. Trener miesiąca w sezonie 2013/14, wielkie emocje w Play-Offach, dobry start sezonu 2014/15 i kolejne wyróżnienie. „Świetnie, że Masai Ujiri postawił na Casey’a, to dobry trener…” pewnie pomyślał niejeden.

Cieszyli się również z nowej umowy z Kyle Lowrym. Deadly Duo z DeRozanem, dobry występ w Play-Offach, super start nowego sezonu i gracz miesiąca. „Masai Ujiri to geniusz. Udało mu się nakłonić Lowry’ego do powrotu jednocześnie nie przepłacając.”

Dziś chyba każdy dostrzega problemy z trenerem Raptors. Znów drużyna przechodzi przez dół i znów pojawiaja się komentarze z tagiem #FireCasey. Czytałem nawet o teorii, że Dwane Casey źle nastawił drużyne w defensywie. Zawodnicy za dużo biegają, np. do obrony trójek, przez co siada szybkość i intensywność po obu stronach parkietu. Cóż… Mogłoby to się sprawdzać… Ale w koszykówce?

Obrywać zaczyna również nawet sam Kyle Lowry. Zarzuca się mu tzw. „Hero-ball”, czyli chęć wzięcia wyniku na swoje barki, mimo, że nie ma takiej potrzeby.

Zabijamy się własną bronią? Dobrą obroną (z założenia) i All-Starem (przyszłym)? Symptom Rudy’ego Gay’a?

Czy nasze problemy rozwiązałby prosty ruch z rodzaju „zmień trenera”, albo „zatrudnij nowego skrzydłowego”? Czy w życiu cokolwiek jest tak proste, zwłaszcza gdy w grę wchodzi 15 zawodników z Twojej drużyny i 500 przeciwników?

Dziś wiemy, że DeMar DeRozan ma wrócić w Środę lub Piątek. Potrzebujemy go raczej już jutro, aby miał szansę podejść do meczu z Atlanta Hawks jako rutyniarz, a nie z głosami w głowie mówiącymi „Wielki powrót DeRozana”.

Do zamknięcia okienka transferowego pozostało niecałe dwa miesiące. Wiele drużyn wzmacnia się już teraz, o czym świadczą doniesienia. Masai Ujiri lubi milczeć, plotki z udziałem nazwy Toronto Raptors pojawiają się bardzo rzadko. Jednocześnie zdążyliśmy się nauczyć, że nie jest on szaleńcem, który nagle wystrzeli z jakimś nowym genialnym pomysłem na swoją drużynę.

Nam pozostaje cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość.

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
13 stycznia, 2015