Mało brakowało. Cherry jedną nogą poza drużyną.

Mefju A,23 października, 2014

Dzisiaj krótko i konkretnie, gdyż mam dużo spraw do pozałatwiania.

Na początku Dinozaury grały dobrze. Luźno, głupie błędy, wynikające raczej z ochoty na przyjemną, spokojną grę. Jakoś prowadziliśmy po dwóch kwartach. Szansy na parkiecie nie dostali tylko Lou Williams, Landry Fields i Chuck Hayes.

Wszystko skomplikowało się, gdy w trzeciej kwarcie na boisku zostali sami rezerwowi. Ekipa przyjezdna pocisnęła nas w obronie, a na hali było słychać buczenie na naszych zawodników mieszane z oklaskami dla przyjezdnych.

25 strat, 24 faule, 4 zablokowane rzuty i tylko 16 asyst w 48 minut dla Raptors.

Jednym z winowajców był niestety Will Cherry, któremu kolejny raz nie szło. Gdzieś na początku naszych problemów sytuację jeszcze pogorszył James Johnson, który mimo braku konkretnych powodów dwa razy z rzędu olał swojego rozgrywającego i postanowił samodzielnie wyprowadzić piłkę do ataku. Za pierwszym razem skończyło się to stratą, chwilę potem udało mu się przedostać na drugą połowę, ale znów pojawił się problem i uratował go tylko faul.

Cherry będący już pewnie delikatnie podłamany swoimi dotychczasowymi występami musiał zwrócić na to uwagę i pewnie przez to jeszcze bardziej nerwowo podejmował decyzje. Próbował rozegrania, próbował samotnych wjazdów, próbował też rzutów z dystansu.

Dopiero w czwartej kwarcie wsparty przez Greivisa Vasqueza opanował się i cała drużyna przejęła kontrolę nad meczem.

Debiut Lucasa Nogueiry. Zrobił to, czego trzeba było się spodziewać. Ledwo wszedł na boisko i zablokował rzut. Później drugi o. Bebe dobrze ustawia się do gry defensywnej, nie jest jakimś laikiem. Mam wrażenie, że posiada naturalnie wypracowane poczucie, kiedy przeciwnik odda rzut, dlatego tak łatwo blokuje piłki. Mam nadzieję, że będzie dostawał sporo minut w sezonie.

Cherry na wideo jest wyraźnie przybity, zdenerwowany. W tym meczu starał się bardzo, próbował włączyć swój tryb fightera, ale i to mu nie wyszło. Kilka straconych piłek przez złe podania i nietrafione rzuty. Dostał 20 minut na wykazanie się, ale to widocznie jeszcze nie jego czas. Chyba wielu z nas żałuje trochę tego chłopaka, jest dobrze zbudowany, walczył, trenował i wreszcie otrzymał szansę, ale to nie było to.

Spotkanie było bardzo długie przez dużą, niepotrzebną zresztą ilość przerw. Skończyliśmy oglądać dopiero kilka minut przed 4:00, co daje 2:30, zupełnie jak jakiś mecz fazy Play-Off.

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
23 października, 2014