Ogryzek – część włoska

Elwood,26 lutego, 2016

Część kolejna opowieści o dzielnych herosach, smokach, dziewicach i miodzie pitnym. O tym, jak to jeden z drugim wytrwali w postanowieniach, jak służyli chwalebnie królom. Chociaż dzisiejszy okaz jak się okazało bardziej za złotem i kosztownościami podążał niźli za chwałą i zwycięstwem. Miał być trzecim. Trzecim z wielkich, opoką (nie Piotrem), monolitem i fasadą do budowy zespołu nowej ery. Pierwsza era, era Cartera zyskała wielu fanów, zwolenników i wyznawców. Era druga, Bosha, była słabsza w rozpoznaniu a sam gieroj uznanie zyskuje coraz większe im dalej w las w bojach. Trzeci zaś, trzeci teoretycznie niepozorny bo wielki wszakże, błąka się teraz jak rycerz bez głowy, ronin jakiś i Pana szuka. Taki pies bez właściciela niestety trochę. A szkoda. Bo wydawało się, że dobry będzie z tego ciasta makaron.

Człowiek bezrobotny. Niespełniony zawodowo, acz zarobiony i z doświadczeniem w lidze. Tyle kilogramów talentu upakowane w graczu, za którym nikt obecnie zbytnio nie tęskni. Swego czasu nasz kamień milowy, monolit i podstawa. Grał na środku jak też na obu skrzydłach. Dość szybki na pozycje 4 i 5, do tego zasięg w obronie. Gdyby jeszcze głowa nadążała… Ofensywnie face up, trójka, kontratak, rzut z wyskoku i dobitki (to rzadziej acz się trafiało). 7 stóp w dobrym tempie, które miało nadawać ton grze Raptors. Zaczynał u nas z ławki, trafiał z gry 40% i zbierał niecałe 4 piłki na mecz. Dla 213 centymetrów 4 zbiórki na mecz przy przeszło 30 minutach na parkiecie są delikatnie ujmując słabym wynikiem – co dopiero mogło więc dać sparowanie Bargsa pod koszem Nets z Lopezem, kolejnym 7,0 który dopiero w tym sezonie zrozumiał sens zastawiania deski na poważnie i zbierania godnej ilości piłek. Wracając do Włocha – potencjał ofensywny był na miejscu, porównania do Dirka Nowitzkiego na początku kariery wydawały się być niezbyt przesadzonymi. A tymczasem nasz Magico Italiano o ile był regularny, o tyle ta regularność była dość niewyraźna bądź przeciętna. Nastawienie na ofensywę + zestaw umiejętności wraz z warunkami fizycznymi sugeruje, iż gracz takowy dobrze zagospodarowany będzie co jakiś czas błyszczał. Zwłaszcza, gdy drużyna gra na niego i taki gracz dostaje możliwość oddania 20-25 rzutów co noc. Tymczasem Andrea w swej długiej, trwającej 7 lat karierze w barwach Raptors błysnął prawdziwie dwukrotnie – z przyszłym pracodawcą, Knicks po 4 latach występów w lidze (41 punktów na 67% z gry) oraz mając przeciwko siebie „mentora” Bosha w barwach Miami (38 punktów na 58% z gry). Reszta to była średnia ligowa, niczym się nie wyróżniająca spośród innych podkoszowych. Ofensywnie, gdyż defensywnie Bargs wciąż miał problemy z szybszymi trójkami i silniejszymi czwórkami. O środkowych nie mówię, gdyż można na ten temat poematy pisać niestety. 3 lata później, 3 lata spędzone w NY, 3 lata prawdziwej mizerii (nie umniejszając dobrej mizerii) nasz król spaghetti zarabiający 11 baniek co roku jest bezrobotny. Chcemy go? W sumie czemu nie, opcja z ławki na ofensywne ustawienia by się przydała. Lekka nostalgia, łezka w oku i mielibyśmy głębszy skład na PO. Co mamy do stracenia…

Nuff Said

Z miłości do koszykówki:
Elwood
26 lutego, 2016