Ostrorogi

Elwood,30 marca, 2016

W oczekiwaniu na 50 zwycięstwo w sezonie w wykonaniu Raptors…

Nie wiem nawet jak zacząć ten tekst, by nie ująć nic ze wspaniałości Spurs. Pewna era dobiega końca, nieuchronnie bohater ostatnich 20 lat zbliża się do kołka, na którym buty swe zawiesi i po wsze czasy będzie mógł się oddawać pływaniu z rekinami. Bądź w basenie. Bądź będzie mógł się zachwycać jednozdaniowymi ripostami Popa. Jakkolwiek by tego nie uczcił, postaramy się rzucić światło na dokonania jego, jego kolegów z boiska i organizację Spurs w ostatnich 20 latach. Za to, jak to wyglądało – należy im się. Cesarzowi co cesarskie.

20 lat temu, w sezonie 95/96 nie była to zła ekipa. Śmiem twierdzić nawet, że byli piekielnie dobrzy w tym, co robili. Prowadzeni przez Boba Hilla, z fenomenalnym duetem Robinson/Elliott szli jak burza od zwycięstwa do zwycięstwa. 58 wygranych, półfinał konferencji zachodniej i nagrody indywidualne. Teoretycznie mieliśmy podbudówkę pod zespół mistrzowski. Praktycznie musieliśmy chwilę poczekać, by u steru znalazły się zgoła 2 inne osoby.

Pierwsza, Gregg Popovich, była w okolicy od 1994 roku. Wcześniej(1988-1992) pełnił funkcję w Spurs jako trener pomocniczy, acz prawdziwa władza przypadła mu dopiero w roku 94. GM Spurs, człowiek wykopujący Rodmana z zespołu za Willa Perdue. Ten sam człowiek w sezonie 96/97 pogonił dotychczasowego trenera, wspomnianego wyżej Boba, i sam zaczął zawiadywać zespołem zza linii bocznej. A było czym, wierzcie mi. Robinson rozegrał 6 spotkań nim kontuzja skreśliła go na cały sezon. Elliott rozegrał 32 spotkania, Vinny Del Negro(ichni starter z pozycji 2) również miał problemy zdrowotne i Spurs zrobili 20-62. Za to jakim składem. Nique Wilkins lat 37, oderwany od poważnej koszykówki po europejskich wojażach. Carl Herrera i Greg „Cadillac” Anderson. Dla niewtajemniczonych sumarycznie oba wspomniane tytany pracy i talentu robiły średnio 10 punktów i 10 zbiórek na mecz. Głównie jako 7-8 opcja z ławki. Tymczasem San Antonio potrzebowało ich startów. W pewnym momencie miast wygrywać rozpoczęła się pogoń po nr 1 nadchodzącego draftu. Dwójka miała dać Keitha Van Horna, solidnego wysokiego skrzydłowego, który jednak wielkiej kariery nie zrobił w lidze. Obecnie naprzemiennie uczy WF w szkole i trenuje na campach koszykarskich. No dobrze, to był numer drugi draftu. A pierwszy?

Wake Forest. Baseny. Człowiek chłodny jak stal. Tim Duncan jak zbawiciel przywdział czarne barwy. Gregg jako pierwszy trener spędził pełny pierwszy sezon. Poza Elliottem wszyscy byli zdrowi i tak oto ponownie witamy w 2 rundzie PO. Preludium do pierwszego wspólnego pierścienia. Jeszcze nie teraz. Jeszcze Jazz chcą powalczyć z Bulls w finałach, jakby im porażki rok wcześniej było mało. Ale czasy się zmieniają. Jordan odchodzi. Mamy lock out (tak to jest, jak się niewolnicy z właścicielami o kasę dogadać nie mogą co jakiś czas), skrócony sezon i nowego mistrza.

1 podejście w finałach, 1 pierścień mistrza. Pierwszy uśmiech Popa. Tim jako pierwsza opcja, dwie wierze dominujące po obu stronach parkietu. Do tego pierwsze wynalazki w postaci defensorów (Mario Elie oraz Jaren Jackson),  iskier ofensywnych z ławki(odkurzony Kerr, wiecznie mlody Jerome Kersey i Antonio Daniels) i masa gryzienia parkietu. 2 lata, od 1 picku w drafcie, wygrania 20 spotkań w sezonie do mistrza. A to dopiero początek.

Przewijamy do roku 2003. Dave Robinson jedynie ciałem obecny jest na parkiecie. Nowa strzelba w mieście, francuski łącznik wybrany z 28 numerem draftu, Tony Parker olśniewa grą i decyzjami boiskowymi(acz mądrzejsza głowa czujnie zwróciła mi uwagę następującą:„Pop go mocno cisnął /trzymał w ryzach grania set playów/ i w zasadzie był jak srogi ojciec.”). Bowen, Jax i Rose jako terminatorzy defensywni. Ludzie znikąd, z marną przeszłością albo na ostatnich nogach. Spytajcie Kerra, wciąż tam był. Danny Ferry, Kevin Willis. Kevin Willis !! 40 lat, 15 lat wcześniej maszyna double-double. Boiskowy wyrwidąb, żywa reklama odżywek dla kulturystów. I cały ten słodki zestaw wpadł w finałach na Nets. New Jersey było wtedy strasznie nabuzowane, zestaw prime Kidd/prime Kenyon/prime Kittles oraz Dikembe i młody Rich Jeff wsparci równą ławką mieli wszystko, by wygrać tytuł. No może poza Popem i Timem.

Przeskok o dwa lata. 3 razy tak. Tim = tak. Pop = tak. Tony = tak. I jeszcze niespodzianka. Emanuel. Nie, nie ten nędznej jakości erotyk w 8 częściach. Ginobili, rewelacyjne combo ½, dające pewność po obu stronach parkietu. Flop master. 57 wybór w drafcie, wybrany jeszcze za czasów Robinsona, w 99 roku. Nikt się na nim nie poznał, ludzie brali miast niego Tima Jamesa i Scotta Padgetta. Chociaż z drugiej strony draft był perfidnie mocny, że tylko wspomnę Branda, Francisa, Barona Davisa, Marriona, Artesta i Kirilenko. Było z czego wybierać. A Spurs wybrało Manu. A Manu pomógł wydatnie nowym kolegom w zdobyciu kolejnego tytułu. On, jak też kolejna tura odrzutów. Brent Barry, Rasho, Horry i nawet Sean Marks. Mieć takie G i zlepić z tego bryłę złota – niesamowite.

Czwórka. Cztery palce pierścieniami zajęte. 2007, set powyższy wraz z Finleyem i duetem Elson/Oberto ponownie rządziła światem. Młody król pokonany do zera w finałach, pewna forma upokorzenia w jego oczach i późniejsze przenosiny wraz ze swymi talentami na Florydę. A tymczasem 4-0 w finałach. Po raz kolejny równo, po raz kolejny szachy Popa, zarówno pod koniec sezonu zasadniczego jak i w PO.

4-1. Rewanż za ubiegłoroczną porażkę z Miami(3-4). Król ponownie pokonany, tym razem już bez wymówek, że partnerzy słabi byli. Zmiany, zmiany… W Spurs również. Tim lat 37, już drugie skrzypce. Młody Kawhi łapie szlify w finałach.  Manu również potrafi falować formą. I tylko te francuskie zaciągi stabilne i równe.. Czas mija nieubłaganie, nogi się robią wolniejsze, ociężałe coraz bardziej. A Spurs wciąż w formie.

Czy mają jeszcze w tym zestawie szansę na 6 tytuł? Szczerze mówiąc, nie wiem. Potrafią grać z Warriors, Cavs nie są dla nich większym zagrożeniem. Tak naprawdę całym problemem jest forma i to, jak z nią trafią na PO. Ile sił w nogach zostanie, jak wiele w końcowych momentach dadzą z siebie LaMarcus i Kawhi. Do tego wiecznie solidny Duncan, Tony, Manu, Diaw i West. Chciałbym, naprawdę bym chciał dla nich tego 6 tytułu. By Tim, Pop i Manu mogli swobodnie dokończyć dzieła zniszczenia jakie zaczęli 20 lat temu.

Jeszcze Andre Millera zakontraktowali, by Tim nie czuł się najstarszym w zespole. A Boban Marjanovic jak tylko gra poważne minuty (+10) to albo da kilkanaście punktów na 80% skuteczności, albo dołoży ponad 10 zbiórek. Kolejny wynalazek.

Niech mają, niech im się wiedzie.

A na koniec:

Spurs są jedynym zespołem z dodatnim bilansem z każdą inną aktywną drużyną NBA. In plus  z każdym, od Lakers Kobego przez Miami/Cavs Jamesa.

Dodatkowo, Spurs w ciągu ostatnich 5 lat czterokrotnie byli najstarszym zespołem ligi.

Pop ugrał do tej pory 5 mistrzostw NBA, 4 razy dowodził drużyną zachodu w ASG oraz 3 razy dostał nagrodę dla trenera roku. Do tego poprowadzi kadrę USA w kolejnych międzynarodowych bataliach. Oraz poprztykał się swego czasu z komisarzem ligi, Davidem Sternem. Sytuacja miała miejsce w związku z pojedynkiem Heat-Spurs, podczas to którego Pop dał odpocząć 4 starterom. Mecz był transmitowany wszem i wobec, więc kasa, a Stern się zdziwił, gdyż Pop nie wysłał przeciwnikom informacji na temat tego, kim ma zamiar grać.

Dodatkowo, Pop jest w zaszczytnym dwuosobowym gronie trenerów, którzy wygrali przeszło 1000 meczy dowodząc jednej drużynie. Tym drugim jest niejaki Sloan. Jerry Sloan.

Tim? Najlepszy role player/silny skrzydłowy ever. GOAT top 5 lekką ręką. Nie trzeba kamer, reklam i grania w filmach. Oraz bzdurnych programów o zmianie pracodawcy. Wystarczy 5 mistrzostw ligi, 2 x MVP sezonu + 3 x MVP Finałów, 15 x All Star, 10 x All NBA 1st team, 8 x … Damn. Łącznie 30 x All NBA & All Defensive 1st, 2nd i 3rd team. Do tego ok. 10 innych wyróżnień, na które 90% ligi nie ma nawet co liczyć.

Kolejny wpis będzie o Dirku. A potem jak ikry wystarczy to o Garnecie. I jeszcze kilku innych gościach i organizacjach, które konsekwentnie dbają o swoich.

Nuff Said

 

 

 

 

 

Z miłości do koszykówki:
Elwood
30 marca, 2016