Patrick Patterson – Cichy bohater Play-Off

Mefju A,29 kwietnia, 2014

Znów wrócimy do pamiętnego transferu pomiędzy Sacramento Kings i Toronto Raptors. Pamiętamy dobrze problemy Greivisa Vasqueza z wgraniem się w styl drużyny. Wiemy, że Chuck Hayes pomagał w obronie, bo nie jest zawodnikiem zdolnym do dobrej gry ofensywnej.

Były jeszcze dwie pozostałe osobowości: John Salmons i Patrick Patterson.

Obaj wprowadzili dodatkowe atuty w ataku Dinozaurów. Rzuty z wyskoku z każdej pozycji, zbiórki, raz na jakiś czas asysta. Niestety po kilku meczach Salmons stał się nieskuteczny. Pozostała mu tylko obrona, którą oczywiście też trzeba cenić. Wciąż wierzę, że jeszcze w tych PO zacznie trafiać rzuty. Napewno jest to trudne.. Napięcie wysokie, fani (ci z internetu) nie chcą go na boisku. To jednak historia na inny dzień.

W drugiego z zawodników nie trzeba wierzyć. Nie trzeba mieć nadziei. Przez ten sezon ułożyła nam się ciekawa historyjka.

Czy są tu restauracje?

Kiedy przyjechał do Toronto nie byłem przekonany co do niego. Cieszyłem się bo był młody. On jednak nie jest typem „wiecznie uśmiechniętego” człowieka i nawet tego nie krył.

Na portale społecznościowe wrzucał komentarze typu „Czego nie lubię w małych miastach – braku dobrej restauracji..”, „Czy zna ktoś jakąś dobrą restaurację w tym mieście?”, „Śnieg…”, „Loty samolotem Toronto Raptors są jak – i tutaj obrazek śpiących zawodników -„.

Swoją grą udowodnił nam, że jest profesjonalistą. Gdziekolwiek będzie grał, będzie to robił dobrze.

Patrick Patterson - Patman

Po czym nagle doznał złamania. Obserwując zawodników NBA można łatwo wyciągnąć wniosek, że chyba rzadko jest znośne. Z reguły kończy się pamiątkami typu krzywy nos, utrudniony przepływ powietrza i Bóg wie co jeszcze.

Patterson trafił do grupy tych właśnie osób. Trudniej oddycha, a do tego jego głos brzmi jeszcze bardziej ciężko.

Po powrocie do gry otrzymał maskę. Niezadowolony napisał na twitterze „Chciałbym mieć kolorową maskę. Batmana, czy coś” i narodziła się jego nowa ksywa. Patman.

Patrick Patman Patterson.

To oczywiście nie koniec historii.

Jakiś czas później pojawiła się kontuzja łokcia. Opuszczone kilka meczów. I znowu narzekanie. Bo źle się rzuca, bo trzeba nosić rękaw jak Terrence Ross… A po tym wszystkim i tak wciąż zdobywa dla nas punkty.

Człowiek od brudnej roboty

Dzisiaj jest jednym z najważniejszych graczy naszej drużyny. Nie odpala się fajerwerków przy jego nazwisku. Nie widnieje ono na liście startującej piątki. Wchodzi z ławki, czasami jako drugi, czasami jako trzeci zawodnik.

Od początku Play Off zdobywa dla nas blisko 12 punktów na mecz!!

W pierwszym meczu (porażka): 9 pkt (4-8), 5 zb i 2 as.

W drugim (zwycięstwo): 12 pkt (5-9), 9 zb.

W trzecim (porażka): 17 pkt (6-7), 5 zb.

W czwartym (zwycięstwo): 9 pkt (3-7), 9 zb.

W ostatnim spotkaniu dosłownie uratował nam tyłek, trafiając rzut pod koniec 3 kwarty i wyrównując wynik 64-64, kiedy drużyna miała wielkie problemy ze zdobywaniem punktów.

To jest nasz Batman pracujący z ukrycia, z dala od blasku fleszów!! Man on the mission! Patrick Patman Patterson!

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
29 kwietnia, 2014