Raptors walczą o Jacksona

Toros,2 maja, 2013

2455003768_d763bd8854_zPlay-Offy trwają w NBA w najlepsze. Raptors rozjechali się na ryby. Dla fanów Dinozaurów trwa już sezon ogórkowy. Teoretycznie, nic ciekawego dla tej organizacji nie powinno się dziać przed otwarciem okna transferowego. Wtem, nowym prezydentem MLSE (Organizacji będącej właścicielem Raptors) został Tim Leiweke i od razu się zaczęło.

Wspomniany wyżej Tim Leiweke jest byłym prezydentem AEG (Anschutz Entertainment Group) organizacji odpowiadającej za takie kluby jak Los Angeles Kings, Los Angeles Galaxy i po części Los Angeles Lakers. I tu właśnie robi się ciekawie, bo właśnie z czasów swojej działalności w LA, Tim zna się bardzo dobrze z Philem Jacksonem, jednym z najbardziej zwycięskich trenerów w historii tego sportu.

Leiweke na wstępie obwieścił, że chce wprowadzić Raptors na kurs związany z wygrywaniem, a jego celem są trofea. Już samo to oświadczenie stawia przyszłość Colangelo i Casey’a pod znakiem zapytania. Wydaje mi się, że tamci dwaj kurs związany z wygrywaniem już dawno zgubili. Szczególnie Colangelo powinien się bać, gdyż Tim planuje wykorzystać swoją znajomość z Philem i namówić go do zostania Generalnym Menadżerem Raptors.

Nie, nie jest to jakiś mit, ani kaczka dziennikarska. Jackson oficjalnie rozważa powrót do NBA, ale nie jako trener tylko właśnie GM, chce robić coś na wzór Pata Riley’ego, chce być GM’em który w dużej mierze obcuje z zawodnikami i ma duży wpływ na sztab trenerski. Oczywiście od razu znaleźli się ludzie wątpiący w powodzenie tego przedsięwzięcia, w to że Jackson zostawi Zachodnie Wybrzeże, i swoją rodzinę, dla zimnej Kanady. Wielu twierdziło, że zdecydowanie bliżej mu Seattle, gdzie mają się przenieść Kings. Tu właśnie pada na kibiców Raps szczęście, gdyż Kings jeszcze nigdzie się nie ruszają, ich przenosiny nie przeszły przez głosowanie właścicieli klubów.

Jackson osobiście stwierdził, że wysłucha propozycji Raptors. Tim zaś wyraźnie daje do zrozumienia, że nie odpuści łatwo w tej kwestii. Osobiście dla Phila przyjęcie tej posady byłoby naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Tu nie ciążyłyby na nim żadne oczekiwania, miałby spokojnie kilka lat na działanie. Poza tym, patrząc na historie klubu, nikt nie miałby do niego pretensji gdyby się nie udało.

Co takie posunięcie znaczyłoby dla Raptors? Wreszcie mieliby GM’a który wie, co robi i zna się na tym sporcie. Byłby to koniec ściągania Europejczyków i przepłacania średnich  Amerykanów. Do tego większe gwiazdy przestałyby omijać Toronto szerokim łukiem, gdyż praca z takim autorytetem nie trafia się często. Niektórzy spytają, a co jeśli nawet on nic nie zdziała? Nic, niczego ta organizacja nie traci, bo kto przepuściłby taką okazje? Nawet w takim przypadku zyskujemy, zyskujemy wiedze, że Raptors już nic nie pomoże.

Na razie pozostaje nam usiąść i patrzeć na rozwijającą się sytuacje, może doczekamy się czegoś ciekawego.

@Fotos by: Keith Allison

Z miłości do koszykówki:
Toros
2 maja, 2013