Świeżość

Mefju A,20 października, 2015

Trzeba przyznać, że nowe stroje i parkiet pasują do drużyny, lecz wcale nie dlatego, że są słabe. Przede wszystkim dają nam coś nowego, świeżego, coś co sprawia, że poprzednie lata stają się tylko tłem dla tego co nadchodzi. Nie inaczej jest z samym składem Toronto Raptors.

Masai Ujiri może dopisać kolejny sukces w swoim CV. Układanka na sezon 2015/16 zdaje się funkcjonować tak jak sobie ją zaplanował. Po Normanie Powellu kolejnych dwóch zawodników możemy już określać jako „steal” tego lata: Bismacka Biyombo, oraz Cory’ego Josepha.

Pierwszy z nich okazał się być fajnym zawodnikiem, profesjonalistą, szczerym w wypowiedziach dla mediów, sumiennym na boisku. Przyszedł do nas jako Rim-Protector i dokładnie tą rolę spełnia. Przeciwnicy się boją, bo mają czego. Średnio jeden fajny blok na mecz. Sam Biyombo cieszy się, żartując, że wreszcie trafił do drużyny, gdzie kogoś obchodzi co ma do powiedzenia (komunikacja w obronie). Zawodnik ten odbije pewnie swoje piętno na rozwoju Bruno Caboclo, jeśli władze Raptors pozwolą na ich wspólne treningi.

Cory Joseph natomiast jest szybkim, dynamicznym zawodnikiem, panuje nad piłką i dobrze będzie spisywał się w roli zmiennika Lowry’ego. Chociaż nie ma co ukrywać, że na ten moment raczej nie nadaje się na pierwszego rozgrywającego.

Ogółem fajnie ogląda się nasze młode talenty w grze. Przyszli fani Raptors ujrzą tę drużynę w inny sposób, niż było nam dane większości z nas.

Niestety odmienne wrażenia można mieć obserwując występy „rdzenia”.

Kyle Lowry służy nam jako pewien wzór do naśladowania, ale nie przez zmiany w wadze czy muskulaturze, lecz przez sam fakt, że grając w najlepszej lidze świata, będąc pierwszym rozgrywającym drużyny NBA, można chcieć więcej i ciężką pracą można to osiągnąć. Porównałem go wcześniej do Derricka Rose’a, bo tak w pierwszych meczach wyglądała jego gra na nogach. Szybkość, dynamika, zawsze jeden krok przed przeciwnikiem. Przyjemnie się na to patrzy.

Lowry już nie chce być liderem Raptors, nie chce też robić jednego z niewielu wsadów swojej kariery podczas All-Star Game. Lowry chce być MVP NBA. Na ogół skromny, spokojny chłopak dzięki pracy otwiera sobie szansę na największe wyróżnienie ligi.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o plusy filarów.

DeMar DeRozan zawodzi. Pisałem już na ten temat z Torosem i napiszę to również tutaj – wybór do All-Star Game w 2014 był chyba najgorszym co mogło się stać w jego karierze. Nasz rzucający wrócił pewny siebie, nastawiony trochę inaczej do treningów.

Po porażce w playoffach 2014-15 powiedział w wywiadzie, że kiedyś w takiej sytuacji zostałby na hali i trenował całą noc, by odreagować, poćwiczyć, ale dojrzał i tym razem wolał wrócić do domu. Mam taką teorię, że to chyba właśnie takie noce sprawiały, że z roku na rok poprawiał swoje statystyki. Od All-Star game nie widzimy już postępów, widzimy za to częste kilkudniowe „przerwy” w dyspozycji DeRozana, na zasadzie fatalnej skuteczności.

Podobna sytuacja zdaje się dotyczyć JV i Rossa. Stanęli w rozwoju.

Morału tu żadnego nie ma i nie mam jak podsumować tych przemyśleń. Warto oglądać Raptors, bo to już trochę inna drużyna, coś ciekawszego niż w ostatnich sezonach. Szkoda, że niektórzy trochę zawodzą. Zobaczymy jak będzie w sezonie i jakim składem zagramy.

Przed nami ostatni sparing :)

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
20 października, 2015