WEHIKUŁ CZASU CZĘŚĆ TRZECIA

Elwood,18 lutego, 2016

Z racji tego, iż Weekend Gwiazd mamy za sobą a jednocześnie kluczymy co jakiś czas wokół wspomnień – tym razem pokrótce przypomnimy sobie, jak wyglądała nasza gra tuż po wspomnianej przerwie w latach ubiegłych i czy zaszło podczas tych „dziewiczych” spotkań do czegoś ciekawego, niezwykłego. Czy pojawi się jakaś prawidłowość, czy Roman znowu zacznie pić? O tym wszystkim za chwilę. (Gdyby komuś brakowało moich standardowych smętów na temat trade deadline, ciekawostek z ligi etc – nie martwcie się, tym razem również nie zabraknie tego chłamu. Na końcu ofkoz, bo gdzie tu logika)

Rok 96 – pierwsze podejście i od razu zloty strzał. Spośród 21 wygranych w sezonie ta jedna wspaniała przypadła na pierwsze spotkanie po ASG. Gościnny występ In plus dla Mighty Mouse i spółki, In minus dla przyszłego defensora stulecia w postaci Zo Mourninga i mojego człowieka Rexa Chapmana. By nie było za słodko, po tym meczu zrobiliśmy uroczyste 0-7 przypominając lidze kto tu jeszcze jest nieopierzony.

Rok 97 – również wyjazd, tym razem w plecy. Popeye Jones zrobił 16 punktów, co przy jego potencjale ofensywnym było fenomenem na skalę światową. Do tego Damon dołożył 13 punktów na 16% skuteczności z gry i było po jabłkach. Tercet Big Dog/Ray Allen/alco Vin mieli wystarczającą ilość potencjału, umiejętności oraz samozaparcia by nam nakopać. Joe Wolf z ławki… matko

Rok 98 – zagraliśmy w 7 przeciwko multimistrzom Europy i okolic. Scottie i Michael rzucali z gry na 32% a i tak mogliśmy jedynie ręczniki podawać. Smutne to były czasy dla zjadacza chleba z syropem klonowym

Rok 99 – oh wait. Nie było ASG, nie było przerwy. Było gadanie o kapuście, lock out, a prawie nie było niczego. Pierwszy zawał przeżywałem gdy myślałem, że liga nie ruszy już nigdy i trzeba będzie Wojtka Zielińskiego słuchać jak hołubi Tyrice`a Walkera. Nie, nie tego Walkera. Tego drugiego. Nie Strażnika Texasu.

Rok 00 – Willeeenium. Klepnęliśmy Knix u siebie różnicą 21 punktów. Tak się wyluzowaliśmy, że nawet Yogi vel Michael Stewart wraz z Alvinem(tym od wiewiórek) Williamsem zagościli na parkiecie. Tak wspominam tamtych rozgrywających Knix, duet Ward/Childs był uboższy mentalnie od tych pukających do drzwi pytających „czy chce Pan porozmawiać o ..?”.

Rok 01 – przyzwyczajam się. Ponownie W. Cavaliers Rozsmarowane jak Nutella na chlebie. W komiksie gigancie trójka siostrzeńców naprzemiennie żarła Nutellę z fasolką na chlebku. Kaczki…uuu. Anyway – Cavs już wtedy uznali chyba, że tankują po Krula. Krul wciąż czekał na pro debiut, wciąż miał włosy i nie podjął decyzji. A u nas Vince wciąż pokazywał jak bardzo lubi wspomniany wcześniej syrop klonowy

Rok 02 – ponownie Cavs, tym razem w papę. Widać stwierdzili, że Krul nie jest wart takiego czołgowania i mimo swej żałosnej żałosności postanowili nam spuścić manto. Dre Miller(wielce zdolny, solidny pracowity rozgrywający) dziabnął TD a Ricky Davis tym razem nie próbował zdobyć tego samego osiągnięcia. Przerwa na ciastko

Rok 03 – pffyysne pfastko. Gulp. Atlanta jednym punktem. + Jelani McCoy czyli najtańsze bloki świata. Tańsze niż na Ursynowie

Rok 04 – ponownie Bulls ponownie w mazak. Wynik 73-75 czyli mniej, niż podczas którejkolwiek połowy ostatniego meczu gwiazd. Donny Marshall miał 24 zbiórki co samo w sobie jest równie ułomne jak prowadzący DeFacto (coś o bitwie pod Grunwaldem i stosunku płciowym mówił)

Rok 05 – Bulls..w dupę…121-115. Chris Bosh + Rafa Araujo vs Eddy Curry. Eddy pożarł ich w każdym stopniu. Poza zbiórkami, ale to leżało I kwiczało po obu stronach parkietu.

Rok 06 – Chuck Berry znaczy Memphis, Tennessee. Bobby Jackson z Jackson 5, Pau Gasol jeszcze używający Polsilvera. Lo Wright wiecznie żywy. A my mieliśmy Bonnera.

Trade deadline za pasem więc garść plotonewsów:

Tobias Harris, zacny skrzydłowy z Orlando, trafił do Pistons za Jenningsa oraz Ersana I. Pistons tym samym mają mym skromnym zdaniem świetny frontcourt kompletny po obu stronach parkietu i jednocześnie stają się mym cichym kandydatem do  rundy PO. Orlando idzie w przebudowę. Ma w zamiarze również wypchnąć Frye`a

Courtney Lee trafił do Hornets, wzmacniając obronę w miejsce kontuzjowanego MCW. Grizzlies otrzymali Hairstona, 2 picki, Chrisa Andersena i łącznie 4 picki. Malinowo. Nikomu nieznany Brian Roberts zasilił szeregi Heat.

Pau Gasol chętnie widziany w Sacto. Paczka Pau + Tony Snell za Kostę Koufusa, Ben McLemora i pick(negocjowany) na stole

Dwight Howard nie kusi zbytnio potencjalnych nowych właścicieli. Podobnie Al Horford. Nie ma chętnych na wypożyczenie zawodnika na pół roku w kontekście kończącego się kontraktu.

Na koniec pyszna galeria topowych graczy zmieniających barwy w tak płodnym czasie, jakim jest trade deadline na przestrzeni ostatnich 20 lat:

The best players moved at the trade deadline in the last 20 years

 

Z miłości do koszykówki:
Elwood
18 lutego, 2016