Władcy Picków

Toros,6 stycznia, 2015

Mamy początek stycznia, niecałe dwa miesiące do zamknięcia okna transferowego, niedawno gruchnęła wiadomość o bardzo mocnej wymianie, na linii Thunder-Cavaliers-Knicks. Masai Ujiri zapewne siedzi sobie gdzieś w Toronto, w swoim biurze, patrzy co się dzieje, słucha plotek, odbiera telefony, zastanawia się kogo tym razem ograbi. Robi to wszystko, trzymając w rękach rzecz bardzo pożądaną przez niektórych, mianowicie pick w Drafcie 2015. Tak go sobie trzyma i zastanawia się, jak go wykorzystać.

Miejmy tego świadomość, zaczął się ten czas w roku, kiedy w każdej chwili może pojawić się informacja o jakiejś wymianie. Kiedy drużyny z czołówek tabeli myślą jak jeszcze mogą się wzmocnić. Kiedy zespoły takie jak Raptors, Hawks, Wizards itp. myślą, skąd by tu jeszcze wytrzasnąć jakiegoś weterana, kim uzupełnić braki na jednej z pozycji, lub kim zastąpić sypiące się kostki jednego z graczy (patrzę na ciebie Amir).

W tym okresie jest jedna rzecz, która jest nicią porozumienia między górą a dołem tabeli, są to właśnie picki. Popatrzmy: Danny Ainge owe picki w Bostonie wręcz kolekcjonuje, dla 76’ers draftowanie stało się perwersyjną przyjemnością, Denver niedługo uświadomią sobie, że nie zagrają w PO, Lakers potrzebują młodych, którzy nie wiedzą jeszcze, że nie chcą grać z Bryantem, Knicks to Knicks i tyle wystarczy o nich, można by wymieniać tak dalej, ale wniosek jest chyba wyraźny, jest dużo drużyn, które chcą mieć pokaźną liczbę picków, czy to na wszelki wypadek, czy po to by przebudowywać drużynę.

Za to, ta górna część tabeli, jest gotowa bez większych sentymentów, oddać swój pick w najbliższym drafcie. Popatrzmy na Raptors, posiadają oni swój wybór, który uplasuje się gdzieś na końcu pierwszej rundy, niczego po takim wyborze nie należy się spodziewać, dlatego czasem warto go oddać komuś innemu. Szczególnie w przypadku Raptors jest to widoczne, mają oni dwóch młodych, teoretycznie przyszłościowych graczy, mówię o Bruno i Bebe. Marnować miejsce w zespole na kolejnego młodzika, trochę szkoda. Jeśli to nie jest wystarczający powód, to pragnę przypomnieć, że dinozaury posiadają pick Knicks lub Denver w roku 2016 (która drużyna będzie miała gorszy bilans, to od tej Raptorsdostaną pick). Przy aktualnym stanie drużyny z Nowego Yorku, można liczyć, że będzie to wysoki pick, w najgorszym przypadku w drugiej dziesiątce pierwszej rundy. Mając taki wybór w zapasie, można poświęcić swój tegoroczny i spędzić rok bez draftu.

No dobra, ale jak już handlować, to z kim i po kogo? Na pierwszy rzut oka widzę Boston, który wystawił Bassa i Greena na sprzedaż. Green, chociaż jest dobrym zawodnikiem, to nie widzę sensu ściągania go. Co innego Bass, weteran, silny-skrzydłowy, czyli idealna pomoc dla chorych kostek Amira. Pistons, jeśli nie zaczną znowu przegrywać, też mogą połasić się o pick, a jak wiadomo, Monroe nie jest zadowolony z gry w Detroit. Może Masai wykorzystałby swoje znajomości w Denver i namówił ich do oddania JJ Hicksona. Ściągnąć Ed’a Davisa z powrotem z LA, czemu nie? Możliwości są mnogie, a i mało ryzykowne. Bass i Monroe mają kontrakty do końca tego sezonu. Ed ma dwa lata w kontrakcie, ale nie zarabia nawet miliona dolarów. Jedynie JJ Hickson obciążyłby poważnie listę płac w Toronto. Również i koszt tych wymian nie byłby duży, oddany zostałby pick, w parzę z Fieldsem/Haysem/Tylerem.

Osobiście, widzę różne pozytywy, jakie można by osiągnąć przy odpowiedniej wymianie, a żadne negatywy nie przychodzą mi do głowy. Za pomocą tego jednego małego picku, nasz GM może załatać spory problem w obecnym składzie Raptors, a niewiele go to będzie kosztować.

Sam Masai zapytany, czy planuje jakieś ruchy, ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził, stwierdził tylko, że będzie obserwował co „leży na stole”. Także siedzi i obserwuje, przegląda możliwości i zastanawia się kogo można zainteresować naszym pickiem.

 

A wy jak myślicie? Warto poświęcić tegoroczny wybór w drafcie? Czy lepiej wykorzystać go samemu?

Z miłości do koszykówki:
Toros
6 stycznia, 2015