Wunderkid

Elwood,4 kwietnia, 2016

Lojalny. Skuteczny. Biały .Jeden z najlepszych graczy na swojej pozycji. 101 sposobów na rzut z wyskoku, spokój i opanowanie w jednym. Opoka i zarazem legenda klubu. Dirk Nowitzki.

Tytułem wstępu

2 lata przed mym przyjściem na świat w praskim szpitalu narodziła się ekipa Dallas Mavericks. Ni mniej ni więcej, kilku lokalnych biznesmenów wpadło na pomysł, by w Texasie zagościła kolejna profesjonalna drużyna koszykarska. Próbowali wykupić Bucks, próbowali Kings aż w końcu od podstaw stworzyli Mavs. Klub stworzony od podstaw, jak to zwykle na początku każdej organizacji bywa, miał pod górę. Ich pierwszy wybór w drafcie, Kiki Vandeweghe, przez miesiąc po wyborze w drafcie odmawiał namiętnie współpracy(fani Raptors znają to niestety z autopsji..). Efektem tego była wymiana z Nuggets, pozyskane dodatkowe wybory w drafcie co zaowocowało po 3 sezonach czasem  zbierania plonów.  Blackman, Derek Harper, Perkins – solidni zawodnicy prowadzący swój klub do kolejnych faz rozgrywek PO. 1 runda, 2 runda – u name it, u have it. Do czasu, wszak co dobre, kończyć się kiedyś musi. Pierwsza tura sukcesów zakończyła się wraz z końcem sezonu 89-90.

Co dalej? Przebudowa. A skoro o tym, to również i o naborach w kolejnych draftach.Jim Jackson. Jamal Mashburn. Jason Kidd.Parks i Loren Meyer. Każdy z wymienionych graczy zrobił karierę w lidze, przy czym trio Kidd/Jax/Mashburn wybijało się ponad przeciętność. Mimo to kwestia chemii(oraz ustalenia, z kim chodzi Tyra Banks), okiełznania charakterów oraz odpowiedniego autorytetu z ławki skutkowała tym, iż Dallas w kolejnych sezonach dalej wybierali z wysokim numerem szukając tego właściwego rozwiązania. Był Samaki Walker, minął więc kolejny rok bezjajecznych występów. Mamy więc draft `98; i tak oto nadchodzi on.

Meritum

Numer 9. Pierwotnie wybrany przez Bucks, wymieniony za Roberta Traylora. Wielkie oczekiwania vs wyboisty start. Oczekiwania z racji „tego” występu (33 punkty, 14 zbiórek,3 przechwyty), po którym Barkley stwierdził, że „chłopak jest niemożliwy do upilnowania”. Wyboisty start, gdyż zarówno lockout(kwestia kasy dla zawodników, przez co Dirk na początku sezonu 98-99 grał jeszcze w drużynie niemieckiej) jak i oczekiwania nie ułatwiały akomodacji młodego gracza w lidze. Określany mianem cudownego dziecka, Dirk miał problemy z dopasowaniem się do siłowej gry w NBA jak też do terminarza ligi(z tym niestety większość graczy ma problem, przeskoczenie z 30+ spotkań w sezonie na 70+ to wyzwanie dla organizmu). Niepełny sezon wystarczył jednak, by Dirk okrzepł i zaczął udowadniać swą jakość w lidze. Dirk i ktoś jeszcze.

Big Trio, klasyczne połączenie smaków czekolada/truskawka/śmietana. Kto jest kim – zostawiam to Wam. Faktem jest jednak, że tercet Dirk/Nash/Finley to powiew nowej jakości w mieście, szereg ofensywnych rozwiązań i podstawa do budowy poważnego zespołu mogącego podołać poważnym wyzwaniom. Do tego trener-wizjoner Don Nelson, Mark Cuban  i wiemy na czym stoimy. Gramy szybko, atrakcyjnie dla oka i przy okazji z racji przywiązania nowego właściciela do klubu (swego czasu oferował dodatkową kasę za permanentne wyeliminowanie defensora Spurs, Bruce`a Bowena) w klubie pojawiają się atrakcyjne dodatki. Wzmocnienia na wielu frontach, byle tylko zbudować pretendenta do tytułu. Dirk miał obok siebie Juwana Howarda, Chrisa Laettnera i Loya Vaughta. Później jeszcze Tim Hardaway, Danny Manning i Avery Johnson uzupełniali skład Mavs. Wystarczyło to jednak „jedynie” na półfinały konferencji. I pierwszą poważną łatkę dla Dirka. Przeciętny obrońca, nie potrafiący sprostać silniejszym przeciwnikom. Jak się później okazało, na ten problem również Cuban znalazł panaceum.

2003 rok, pierwsza wycieczka do finałów konferencji i porażka z późniejszymi mistrzami ligi. Spurs i pojedynek Dirk vs Duncan. Inne style gry, inne obowiązki na boisku a mimo to w pewien sposób można uznać ostatnie kilkanaście lat za ich erę. Dwójka podkoszowych(przynajmniej nominalnie) od początku do końca w jednym zespole, z charakterem i mentalnością zwycięzcy, bez psucia atmosfery. Pełen profesjonalizm. A na marginesie to seria godna odświeżenia, jeśli ktoś ma czasu trochę.

3 lata później, 3 lata doświadczeń i pierwsza walka o mistrzostwo ligi. Łatka dotycząca obrony już nieco zeszła, acz pojawiła się nowa. Niska odporność na stresowe sytuacje w końcówkach ważnych spotkań. Do tego druga łatka, czyli gracz sezonu regularnego, który miał gasnąć w PO. Łatka poniekąd niesprawiedliwa, wszak nasz niemiecki bohater robił co mógł najlepszego. Zbierał, trafiał, nawet jak na wysokiego umiejętnie dystrybuował  piłkę. Do tego był liderem, miał zasięg i siłę władczą w zespole. Brakowało tylko elementu defensywnego, wsparcia przez duże W, które mogło go uzupełnić po drugiej stronie parkietu. I w ten oto sposób w finałach podwójna maszyna ofensywna w postaci kombinacji Shaq-Wade rozstrzelała przeciwnika w 6 meczach. Pierwsze finałowe koty za płoty. A drugie?

Drugie musiały poczekać. Kinder niespodzianka dekady, czyli rozstawieni z numerem 8 Warriors grający pod Nelsonem klasyczny smallball (Matt Barnes często na czwórce) rozbili Dallas w pierwszej rundzie PO. Na ten wariant rozgrywki nie było odpowiedzi po stronie Mavs. Baron Davis i spółka byli agresywni w obronie, podwajali, kryli na 2/3 boiska i w ten oto sposób zabiegali Dirka. Mówiąc wprost, Dirk był zbyt wolny i miał zbyt pasywnych kolegów do przeciwstawieniu się takim rozwiązaniom. Zbytnia pewność siebie, jakoby to oni mieli zdominować przeciwnika (1 miejsce na zachodzie w pewien sposób tworzyło ową pewność) również nie pomogła. Nellie Ball jak zwykle był zaskakujący dla przeciwnika. I jak to zwyczajowo bywało, nie przyniósł wymiernego efektu w dalszej części rozgrywek.

Co dalej? Pierwsza runda razy kilka, powrót do finałów w 2011 roku i zemsta na Heat. Nie było już small ball, nie było zaskoczenia. Tym razem zestaw egzotyczny tercetu James/Wade/Bosh przepadł w 6 meczach a Dirk mógł na palec wdziać jedyny mistrzowski pierścień w jego długiej i bogatej karierze koszykarskiej. W pełni zasłużony triumf, dodatkowo nad tak znakomitym przeciwnikiem. Wyrównanie stanu rywalizacji na 2-2 podczas „Flu game2”; niemal 28 punktów i 9 zbiórek w playoffs 2011; czwarte kwarty finałów w wykonaniu Dirka na poziomie 62 punktów – tyle, ile łącznie zdobywali w tym samym czasie James i Wade..Niemiec wraz z towarzyszami, doświadczonymi w  boju podkoszowym Tysonem Chandlerem, skrzydłami w postaci Carona Butlera i Matrixa oraz zestawem obronnym (Kidd, Terry, Barea,Beaubois) wywalczył tytuł i zapisał się w annałach klubu.

Lata lecą, kariera wciąż trwa. Wszak Dirk obiecał, że wprowadzi w tym roku Dallas do fazy PO…

Po kolei. Cuban to właściciel ekipy, szef całego przedsięwzięcia i pierwszy fan zespołu. Nie odpuszcza meczy, siedzi blisko boiska i zgarnia solidne kary finansowe od ligi za swe komentarze. Carlisle to trener z wizją, dobry taktyk, z mocnym charakterem. Stworzył waleczny zespół z bandy przepalonych gardeł w postaci Derona, McGee, Villanuevy czy Feltona . Wes Matthews i Parsons również nie grają zawodów stulecia. A mimo to wszystko to się trzyma kupy. A na czele owej zbieraniny, ludzi z potencjałem i historią jest Dirk.

Mistrz ligi. MVP ligi. MVP finałów. 13 x All Star. 12 x All NBA team. Mistrz trójek weekendu gwiazd. Wierny jednym barwom. Profesjonalista. Lider. Jeden z najlepszych wysokich w historii NBA. Najlepszy europejski gracz, jaki kiedykolwiek grał w NBA. Symbol jakości. Dirk Nowitzki.

 

Nuff Said

Z miłości do koszykówki:
Elwood
4 kwietnia, 2016