Anse kabanse czyli jedziemy contendera

Elwood,27 stycznia, 2016

DJ bił się z myślami, gdzie grać w sezonie 2015-2016. Chris Paul walczył z przeciwnościami losu oraz glosami tych, którzy nie chcieli go uznać najlepszym „czystym” rozgrywającym ligi. Pure point guard brzmi dumnie. Blake – rudy biały skrzydłowy – walczył podczas kolacji z kolegą ze sztabu więc teraz będzie miał miesiąc czasu na trzaskanie sudoku lewą ręką. A my walczymy z serią.

Wcześniej pisałem o serii 5. Dla tych, którym nadmiar liter oraz obrazków ruchomych wydał się zbyt przytłaczający mały skrót – było 5 zwycięstw z rzędu z przeciwnikami z półki średniej trudności. Nie contender, nie same ogórki ale część drużyn walczących o jakiekolwiek miejsce w PO. Miło. Idziemy krok dalej. Złoiliśmy m.in. Boston, nasza seria nieprzerwanych zwycięstw trwa już 9 meczowych wieczorów a tymczasem nawiedzili nas bohaterowie pierwszego zdania. Dumni Clippers, bez których alley up nie byłby taki sam. Smakowite kontry, rzuty za 3 i przebłysk geniuszu Aldricha – to oraz więcej chcę zobaczyć podczas potyczki z mniej znanym/sławnym/rozpoznawanym/rasistowskim klubem z LA. A co dostałem?

Dostałem pierwszą kwartę czyli odjazd Clipps. Skrzydła szybsze od naszych, na środku Jonas fizycznie odstaje od DJ czyli przeciwnik ma zasłony, picki i łatwiejszą drogę do otwartych pozycji. Resetujemy rooster, wchodzą rezerwy z Josephem i BB na czele i wracamy do gry.  Z 11 punktów straty zostaje 7 i w sumie słusznie – my wystawiliśmy 2 zestaw na poziomie rezerw NBA, Rivers postawił na Happy Meal w postaci Aldrich-Johnson-Crawford-Rivers-Prigoni. Swego czasu Suns regularnie grali zestawem KJ-Kidd-Chapman-Ceballos i miało to ręce i nogi. Z racji szybkości, dyspozycji rzutowej zza łuku, wymienności pozycji. Mismatch w obronie nadrabiało Suns zadziornością w ataku. W zestawie Clipps tego nie widzę ani na dłuższą ani na krótszą metę ale cóż – mogę się mylić. Jedziemy dalej.

Druga kwarta czyli gonimy dalej. Ross na parkiecie kryty przez Austina Riversa to piękny obrazek. Przy Riversie niemal każdy gracz NBA wygląda na gwiazdę. Nawet Ross potrafi ładny step back wykonać i poczęstować przeciwnika soczystą trójką. Łatwe to o tyle, iż kryjący go Rivers  lewą ręką pilnuje możliwości minięcia a prawą możliwości rzutu. Ponad metr od przeciwnika. Reszta to niestety sporo drugokwartowego (nowe słowo, Miodek zatwierdził) grania. Sloppy play. Niedbałe rzuty, beztroskie ganianie od kosza do kosza. Po naszej stronie energia, po stronie LAC sporo lagowania. Obrona gracza, który właśnie oddał piłkę. Skakanie do bloku do trafionego już rzutu. W pierwszej części kwarty Raps wygrali ten fragment 24-6. Patrzę po twarzach Clippers i widzę zero wstydu. Tak się nie robi. To tak, jakby niewidomemu dać wystąpić w konkursie wsadów i odejmować mu punkty za skopiowanie wsadu Ceballosa z opaską na oczach.

Warte odnotowania jest wystąpienie Oakleya – obrona, skupienie, walka co wieczór. Chłop ma sto lat a z palcem by przestawiał młodszych kolegów na parkiecie. Jak Clint w Gran Torino.

Część trzecia – jedziemy dalej na 4 biegu, pod drugiej stronie parkietu dopiero wrzucają trójkę. Pierce walczy i wygrywa deskę z Jonasem, Paul próbuje dystrybucji acz partnerzy nie trafiają. A u nas? Sporo ruchu po obwodzie z decyzjami podkoszowymi i półdystansowymi, rezygnacje z łatwych trójek. Taktyka czy wolna amerykanka w wykonaniu Raptors? Ważne, że przynosi efekt. Jonas 2 razy zwabiony na pump fake i w tym momencie uświadamiam sobie jak wielkim błogosławieństwem jest posiadanie na ławce anomalii o nazwie Biyombo. Nie umie to rzucać z odległości większej niż metr od kosza, słabo podaje – ale na środku, jako defensor + alley + putt back + hustle to rozwiązanie rewelacyjne. Jeszcze nie Theo Rattliff ale już Jerome Williams. Schemat do rozgryzienia czyli jak nas dojechali w tej kwarcie: Paul na szczycie łuku z kozłem, Reddick z prawej pod koszem na lewą obiegnięcie, obrońca lekko się gubi na zasłonie DJ. Reddick ma piłkę niedaleko szczytu i albo wchodzi albo daje 2 obrońcy się dogonić. Czemu? Gdyż po tym, jak przebiegł za DJ i wychodził za łuk jego kolega vel Pierce ruszył ku niemu. Obrońca Pierce`a poszedł za JJ, Pierce zaczyna ścinać i albo dostaje piłkę albo jego zamotany obrońca do niego wraca przez co JJ jest wolny i wjeżdża pod kosz. 3 takie same akcje. 3 razy powodzenie Clippers. A mimo to pod koniec 3 kwarty prowadzimy 12 punktami. Why? Bo biegamy, walczymy a nasza ławka (werble….) wygrywa 38-8 z ławką LA. Zamiecione.

Ostatnia część czyli brak historii czyli  Rivers nie trafia layupa gdy nikt nie przeszkadza. Dużo grania 1 vs 1, ogony na parkiecie i regularna przewaga + 20. Korci mnie, by napisać, że to Clippers przegrali ten mecz. Że po pierwszej kwarcie gdyby nie wrzucać całej 2 ekipy na parkiet tylko umiejętnie rotować to by nie napędziło Raptors, nie dało wiatru w żagle. Jak masz top3 defensywnych maszyn w postaci Jordana to nie pozwalasz, by się przeciwnik rozpędził i by Biyombo wyglądał tak jak w tym meczu. Fajnie, że wygraliśmy. Taka wygrana uskrzydla, seria idzie dalej a my mniejszym nakładem sił przechodzimy do porządku dziennego i nastawiamy się na kolejne spotkanie. Przewodzimy w dywizji, mamy szansę stworzyć historię w kontekście serii zwycięstw. A Clippers? Nie używali Josha Smitha i puścili go łatwo do Rockets. Blake kontuzjowany i tak oto pod koszem nie ma kim grać. Paul Pierce i Jamal Crawford to nie są klocki do masowania w pomalowanym. Potrzeba mięsa a wiemy, że takie mięso jest w okolicy. Duże, czarne i chwilami płaczliwe. Dochodzi do siebie po operacji lewej kostki. A imię jego 40 i 4… stop. Glen Davis. Nuff Said.

Have Fun

 

Z miłości do koszykówki:
Elwood
27 stycznia, 2016