Blowout; Lights out – Toronto deklasuje kolejnego rywala!

Damian,4 stycznia, 2014

rapswizards-010314-3Fantastyczna seria kanadyjskich Dinozaurów trwa w najlepsze i dalej się rozkręca. Washington Wizards z Marcinem Gortatem na pokładzie okazali się 5. z rzędu i 16. ofiarą Toronto w tym sezonie.

Wynik może nieco zakrzywić spojrzenie na przebieg meczu. 101:88 to i tak niski wymiar kary, po zmianie stron niebywała seria trójek gości doprowadziła do nawet 26- punktowej różnicy pomiędzy drużynami. Ofensywa Raptors po raz kolejny oparła się na duecie Kyle Lowry (19pkt, 11as), DeMar DeRozan (20pkt), jednak na wyróżnienie zasługują również Terrence Ross (14pkt, 4/8 za trzy), a także Patrick Patterson (18pkt, 8/10 z gry!), który brutalnie wręcz dla gospodarzy rządził i dzielił w III odsłonie dzisiejszego meczu.

Kiedy ostatni raz liczba zwycięstw Toronto przewyższała liczbę porażek? Po taki rezultat musielibyśmy cofnąć się do roku 2010, kiedy to jeszcze z Chrisem Boshem „Dinozaury” okupowały 4. miejsce w konferencji wschodniej. Dziś kanadyjski rodzynek w National Basketball Association wraca na dawne tory. Jak zaczęło się dziś?

Jak zawsze Raptors postawili na mocny start i jak zawsze dyrygentem orkiestry spod znaku liścia klonowego okazał się Kyle Lowry. Szybko trafił dwie trójki (a jakże!) i podopieczni Casey’ego z pomocą DeMara i Amira objęli prowadzenie 14-5. Do końca I kwarty przewaga gości oscylowała właśnie wokół tej liczby. Przewaga działała jak cykle koniunkturalne, raz to spadając do 5 punktów, by znów dobić do dziewiątki po czym sytuacja się powtarzała. Po 12 minutach gry, punkty Chucka Hayesa ustaliły wynik 26-17.

Tradycyjnie II kwarta przyniosła wyhamowanie ofensywnych poczynań Toronto, czego łatwo znaleźć jest powód – Greivis Vasquez. Kolejny nieudany mecz Wenezuelczyka, dużo niepewności, kłopoty z wyprowadzeniem piłki i niska skuteczność. Tą ostatnią cechę przybrał również John Salmons, jednak reszta drużyny pracowała na najwyższych obrotach. Po II kwartach – goście wciąż na prowadzeniu 48-45.

Czas przejść do wisienki na torcie, czyli wejścia z impetem w kolejną odsłonę gry. 3 trójki Rossa w niespełna 2,5 minuty gry, następnie po delikatnym zastoju drugoroczniak na nowo rozkręca trójkową machinę. Po nim zza łuku punkty dorzuca Lowry, Patterson i Amir Johnson. Do dinozaurowej „54” należało 11 ostatnich punktów ekipy w III kwarcie! Dzięki postawie Patricka Raptors prowadzili 84-61 po 36 minutach i nie spoczęli.

Na początku IV kwarty doprowadzili do rekordowej przewagi 26 punktów przy rezultacie 92-66. Wtedy dopiero zapał w zawodnikach przygasł i skończyło się paliwo. Gospodarze w końcu przypomnieli, że oni też są na parkiecie i odrobili 10 punktów. Okazało się jednak zbyt późno, w dodatku Kyle Lowry na samym finiszu postanowił potraktować mecz jako sesję treningową rajdów pod kosz  i ostatecznie wywiódł gości z małego dołka. Ostateczny rezultat 101-88.

Wnoski?

Na pewno z Raptors nie ma już żartów. Częściowo powołując się na kwestię Boromira, nikt tak po prostu nie może zlekceważyć teraz potencjału drużyny prowadzonej przez najlepszego trenera grudnia (oby też i stycznia!) Mniej pozytywny aspekt to przede wszystkim kulejące dziś zbiórki przeciwko duetowi Gortat- Nene, a także gra Vasqueza.

Niestety, zmiennik Lowry’ego nie był w stanie zastąpić Kyle’a na zbliżonym poziomie do naszej siódemki. Miejmy nadzieję, że poprawa tych niedociągnięć przyniesie nam upragnione zwycięstwo z Miami Heat- od odejścia Chrisa Bosha mecze z ekipą z South Beach są przeklęte dla Toronto. Czas by w końcu klątwę przełamać? Na to liczymy!

Nie może zabraknąć także mema na dziś!

1536616_257735721056062_206061672_n

Wyróżnieni:

MVP Meczu: Patrick Patterson

Najlepsi gracze Raptors: DeMar DeRozan (20pkt, 5as), Kyle Lowry (19kt, 11as), Patrick Patterson (18pkt, 8/10 z gry!)

Z miłości do koszykówki:
Damian
4 stycznia, 2014