Bye bye Casey? (Pierce – Raptors: 1 – 0)

Mefju A,19 kwietnia, 2015

Niewiele można napisać o wczorajszej porażce. Mała powtórka z poprzedniego sezonu, gdy ci, którzy według wszystkich zapowiedzi mieli stanowić o wyniku meczu tak naprawdę zawiedli. Tyczy się to zarówno Toronto Raptors jak i Washington Wizards. Niestety kiedy zawodnicy nie radzili sobie na boisku zawiódł nas również trener – Dwane Casey.

Rozpoczęliśmy dobrze choć ze słabą skutecznością, ale Wizards mieli jeszcze gorszą. Prowadziliśmy po pierwszej kwarcie, którą redaktorzy ESPN określili później jako „Intersting” i pominęli ją podczas pokazywania skrótów pierwszej połowy.

Paul Pierce wysłuchiwał być może najgłośniejszego buczenia swojej kariery, ale to weteran. Już w pierwszych sekundach było widać, że kompletnie nie wzrusza go publika, choć też nie można powiedzieć, że go zmotywowała do działania. Jakby nie było w drugiej kwarcie pomógł swojej drużynie wyjść na prowadzenie i być może to właśnie za jego sprawą Wizards nas pokonali.

Tak jak napisałem podczas meczu. Publika miała przygnieść Pierce’a, a to Pierce przygniótł kilkadziesiąt tysięcy osób, po prostu będąc w dobrej dyspozycji.

Wizards uzbierali wysoką przewagę, kiedy wreszcie w czwartej kwarcie zaczęła się nasza pogoń. Szczęśliwy rzut Greivisa Vasqueza doprowadził nas do dogrywki, którą… spieprzyliśmy.

Na ogół nie mam nic do zarzucenia Dwane’owi Caseyowi, popełnia błędy jak każdy. Dziś jest inaczej, wszyscy jesteśmy sfrustrowani, co widać choćby w ocenach pod pomeczowymi wypowiedziami trenera Raptors.

Drużyna wyraźnie miała problemy. Kiedy Paul Pierce się rozkręcał, a my graliśmy idiotyczne akcje w naszym stylu (masz piłkę zrób coś) powinniśmy zareagować zmianą, wprowadzić kogoś świeżego. Tym kimś powinien być James Johnson, który nie zagrał ani sekundy. Zawodnik którego sprowadziliśmy by mocno bronił swojego kosza siedział na ławce. Już nie chcę pisać o jego walorach w ataku, bo to wie każdy fan Raptors.

Nie twierdzę, że nie. Całkiem dobrze broniliśmy Pierce’a. Potrzeba nam było po prostu kogoś innego, popędzenia naszego składu i zaskoczenia przeciwnika. Niestety.

Dwane Casey powiedział po meczu, że problemem dla niego były Matchupy (bla bla), a tak naprawdę utrzymanie tak wielu skrzydeł w grze – DeRozan, Ross, Vasquez, Patman… Co gdzieś tam może mieć sens, ale James Johnson to zbyt dobry zawodnik, aby z tak głupiego powodu przesiedzieć całe spotkanie.

No i cóż. Wysiłki poszły na marnę. Przegraliśmy kolejne pierwsze spotkanie Play-Offów. Casey po fali krytyki pewnie już nie da posiedzieć JJowi na dłużej. Jego wizerunek jednak diametralnie się zmienił, kiedy rok temu go uwielbialiśmy, za to, że na luzaku pojechał metrem na mecz jak każdy inny kibic, w tym roku nie mamy za co go uwielbiać.

Czy poprawi swoją ocenę? I czy to wystarczy by go nie wylać? Wizards nie są w pełni sił, nie możemy przegrać tej rundy.

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
19 kwietnia, 2015