Chicago Bulls wskazują nam miejsce w szeregu

Mefju A,14 listopada, 2014

Miałem napisać to podsumowanie kilka godzin wcześniej, ale gdy zobaczyłem komentarze na Twitterze, Youtube fanów z Kanady, to po prostu nie byłem w stanie skleić myśli. Po pierwsze panika, po drugie brak szacunku do zawodników. Mam nadzieję, że Polska społeczność NBA nie będzie nigdy tak reagowała na wyniki.

Jasne, mnie również ponoszą nerwy. To kolejny artykuł z rodzaju „autor podenerwowany”. Inna sprawa, że skłamałbym, gdybym powiedział, że nie spodziewałem się porażki, bo się spodziewałem. Nie wytypowałem wyniku w naszej Lidze Typerów, bo nie wiedziałem, czy kierować się przeczuciem, czy wiarą, aż w końcu kompletnie wypadło mi to z głowy.

Być może to sprawiło, że akceptowałem wynik i skupiałem się na wyszukiwaniu problemów, a nie hejtowaniu na Twitterze, Facebooku czy Youtube. „DeRozan to śmieć, trzeba było zostawić Rudy’ego Gaya”, „Dwane Casey posadził Valanciunasa, powinien mieć więcej minut!” to tylko niektóre z wypowiedzi. Nie wiem, czy Amerykanie mają tak ograniczone umysły, czy nie oglądają meczów, czy może to ja je przesypiam i we śnie widzę co innego.

Yes it is – DeRozan zawalił wczorajszy mecz. 3 – 17 z gry. Wstyd. Gdyby nie 4 – 4 z rzutów wolnych.. Zresztą niczego to nie zmienia. Powinien zagrać na poziomie, wtedy cały mecz wyglądałby inaczej. Jemu jednak poświęcę osobny artykuł.

Dwane Casey? Według mnie wykonuje dobrą robotę. Dlaczego Jonas Valanciunas nie dostaje 38 minut na mecz? Dlatego, że sobie nie radzi z niektórymi zawodnikami. Czy to trudne do pojęcia? To młody zawodnik i popełnia błędy.

Graliśmy z Chicago Bulls jak równy z równym przez pierwszą połowę, między innymi właśnie dzięki naszemu Centrowi. 45 – 52 to był wymarzony wynik. Kolejny raz nasza ławka pokazała, na co ją stać, a na jej czele James Johnson. Robił, co mu się podobało – 16 punktów, 5 zbiórek, 4 przechwyty i 4 zbiórki.

Można było poczuć smak zwycięstwa, mimo że do końca pozostawało jeszcze drugie 24 minuty.

Problem pojawił się, kiedy Chicago Bulls w 3 kwarcie przyspieszyli po obu stronach boiska. Mocna obrona sprawiła, że nie mieliśmy nic do powiedzenia. Zapamiętałem tylko głupią nadzieję, że może DeMar DeRozan ma już rozgrzany nadgarstek i rzuci kilka punktów. Nic bardziej mylnego. 3 ostatnie minuty kwarty to same straty i pudła drużyny, zero punktów.

35 – 14 w trzeciej kwarcie. 80 – 66 dla Byków.

W czwartej kwarcie tylko udowodniliśmy, że nie bez powodu byliśmy liderami Konferencji Wschodniej. Na 30 sekund przed końcem meczu udało nam się zbliżyć na 5 punktów, 97 – 92. Arena skakała z radości. Emocje na miarę widowiska w TNT. Później już tylko źle rozegrane akcje i spudłowane rzuty.

Świetny mecz Derricka Rose’a (20 pkt, 4 as) i Pau Gasola (27 pkt, 11 zb). Warto zaznaczyć, że w Bulls tylko 7 zawodników punktowało, z czego pierwszy skład zdobył 88 punktów.

Wnioski? Byliśmy po prostu słabsi. W dużej mierze przez brak naszego All Stara. To taka sama sytuacja, jak kilka dni temu, kiedy Terrence Ross jeszcze nie trafiał trójek. Jednak oglądając mecz na żywo, poczułem zwykłą słabość. Chicago przycisnęli nas we właściwym momencie, tak jak my to robimy, grając ze słabszymi składami, a później już tylko dokończyli to co zaczęli.

Nie ma czym się przejmować. To jeszcze nie czas na dominację w lidze. Naszym celem nie jest bilans 81 – 1, ani nawet 60 – 22. Mamy grać jak najlepiej, a w fazie Play-Off wywalczyć tyle ile będzie się dało. Jeszcze wygramy z Chicago.

Na koniec przypomnę, że o 18:00 Polska reprezentacja w piłce nożnej zagra z Gruzją w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. Polecam.

Wyróżnieni:

MVP Meczu: DeMar DeRozan

Najlepsi gracze Raptors: DeMar DeRozan: xx pkt, xx rb; Kyle Lowry: xx pkt, xx as....

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
14 listopada, 2014