Czy ktoś wcisnął czerwony przycisk?!

Mefju A,5 stycznia, 2015

phoenix-suns„Proces autodestrukcji rozpoczęty..” – tak zaczęła się wczorajsza porażka z Phoenix Suns, zamykająca serię meczów wyjazdowych. Bilans 2 – 4? Nie. Tak nie miało to wyglądać. Osłabienie – tak, kogoś ważnego w naszym składzie brakuje. Zostaliśmy jednak zdeklasowani przez dwóch ostatnich rywali.

Sam jestem autorem słów tego rodzaju:

Nasza drużyna nie musi wygrywać wszystkich meczów. Ba! Nie musi nawet trzymać się na pierwszym miejscu Wschodu. Naszym celem jest dotarcie do Play-Offów z utrzymaniem lidera Dywizji Atlantyckiej. To tam zacznie się prawdziwa bitwa. Mamy słabszą konferencję i trzeba z tego korzystać, oszczędzając trochę drużynę kosztem respektu NBA, którego zresztą nigdy nie mieliśmy.

Nie miałem jednak na myśli pogromu z Golden State Warriors oraz Phoenix Suns. To może nie był pogrom dosłownie, ale wynik jest wynikiem. Porażki różnicą 20 pkt tylko pokazują nam ile jeszcze mamy do zrobienia w trakcie sezonu, jak i w lato, szykując się na następny.

Przebieg meczu był pozytywny dla nas tylko przez pierwsze minuty. Idealnie pierwszą kwartę podsumowuje postawa Landry Fieldsa, który pojawił się tym razem w wyjściowym składzie. Najpierw zbiórka w ataku, później druga. Dwa przechwyty, a ja zaliczyłbym mu nawet trzeci, w końcu to on postawił nogę gdzie trzeba, zmuszając przeciwnika do błędu w koźle.

Chwilę potem dwie, czy trzy straty z rzędu, a wraz z nimi mocny, zimny powiew porażki.

Nic nie potoczyło się tak jak w poprzedniej potyczce ze Słońcami. Jonas Valanciunas nie wyeliminował Centrów faulami. Punkty trafiali bez problemu zawodnicy, którzy wtedy zawiedli swoich fanów, pozwalając nam na zwycięstwo. Tym razem zagrali na pełnych obrotach.

Po pierwszej połowie wynik wynosił 53 – 70 dla Phoenix Suns.

Nasza obrona nie istniała, doprowadzając nas do autodestrukcji, zgarnięcia 20 strat, a ekipę przeciwną do 67% skuteczności (ok. 85% w 2 kwarcie). Wisienką na torcie oczywiście jest ta akcja.

DeMar DeRozan wracający już do pełnej sprawności (na którego przy okazji nagle spada wielki ciężar) powiedział po meczu do naszego centra „Będą Cię pokazywać całą noc, lepiej nie oglądaj telewizji”.. I ja też polecam nam po prostu zaczekać na bitwę z Charlotte. Trenerzy i zawodnicy mają nad czym myśleć.

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
5 stycznia, 2015