Finały konferencji + pick w drafcie

Elwood,18 maja, 2016

Spajam ostatnią noc i dwa wydarzenia w jedno. Oba wyjątkowe, oba dla nas ważne a jednocześnie oba tak odmienne. Graliśmy z Cavaliers mecz pierwszy finałów konferencji – i był to nasz debiut na tym szczeblu rozgrywek. Mieliśmy również zaszczyt wylosować idealny z perspektywy zespołu numer draftu. Ale po kolei.

Cleveland podeszło do spotkania na luzie. Dało nam wejść w mecz, zaprezentować pełne spektrum zagrań i możliwości przy obecnej sytuacji kadrowej. Śmiem twierdzić, że wyglądało to podobnie do „Pijanego Mistrza” z Jackie Chanem. Mistrz i Chan spotkali się w ok. 25 minucie filmu. Tak jak Cavs spotkało się z nami. Na początku Jackie chciał zaimponować mistrzowi, pokazując różnego rodzaju sztuczki (celne trójki, wejścia pod kosz) oraz głód w knajpie(dla nas to walka o każdą piłkę). Mistrz się przyglądał. W naszym przypadku mistrz ceremonii dał nam 11 minut brykania po łące. A potem były ciosy w punkt, celne strzały i huk armat.

Talent? Ławka? Potencjał? Wszystko po stronie Cavs. Ooos i Aaaachs z trybun za każdym razem, gdy warto było wstać z miejsca o bić brawo przy kolejnych zagraniach. Irving kozioł za plecami + wjazd. Iman dryblingiem mija DC i efektowny wsad. JR wsad + alley. Bron w tank mode, wychodziło mu kompletnie wszystko. Dosłownie. U nas jedynie serce się ostało,  debiutanci Wright i Powell oraz poczucie obowiązku podjęcia prawdziwej walki w meczu drugim bądź trzecim. Wyszarpanie zwycięstwa również będzie mile widziane.

Był mecz i było losowanie picków. Dla nas był to dzień szczęśliwy, wszak dostaliśmy numer 9 dzięki wcześniejszej wymianie z Knicks (w 2013 roku), którzy oddali nam pick Denver handlowany jeszcze w roku 2011.

Mamy więc numer 9 oraz potrzeby. Pozycja rozgrywającego, środkowego oraz niskiego skrzydłowego jest zabezpieczona. Dwójka też wydaje się być pewna – zostaje więc silny skrzydłowy do wzięcia, jeśli chcemy umacniać pozycję w lidze. W pierwszej 10 zapowiadanego draftu jest kilku ciekawych wysokich skrzydłowych, na których możemy ostrzyć zęby z mniejszym bądź większym powodzeniem:

Ben Simmons, gracz z wielkim talentem, warunkami oraz pewnymi dziurami w kwestii zaangażowania pójdzie zapewne do Philly (#1) albo Lakers (#2)

Dragan Bender, rewelacja z Chorwacji pójdzie zapewne z numerem 4 do Suns

Domantas Sabonis jest już w naszym zasięgu. Przewidywany jest do wyboru w okolicach miejsc 8-10, przy czym posiadający numer 9 Kings mają już wszystkie pozycje podkoszowe wypełnione, zaś my potrzebujemy niezawodnej czwórki.

Kto jeszcze? Skal Labissiere, Brice Johnson oraz Yabusele to czwórki w naszym kręgu zainteresowań, przy czym każdy z nich jest upgradem w stosunku do obecnych Scoli i JJ.

Pożyjemy, zobaczymy. Na draft przyjdzie jeszcze czas, tymczasem zbroimy się na mecz nr 2.

Z miłości do koszykówki:
Elwood
18 maja, 2016