Kawaleria zatrzymana

Toros,11 marca, 2013

Wczoraj NBA grało o porach bardziej przystępnych dla nas, zwykłych śmiertelników. Także udało mi się zasiąść przed laptopem o 23:00 i odpalić mecz. Pierwsze zaskoczenie? Brak Rudy’ego Gaya, a zamiast niego, po raz pierwszy w karierze, w wyjściowym składzie Terrence Ross.

Pierwsza kwarta nie była niczym nadzwyczajnym w naszym wykonaniu, typowy brak obrony oraz organizacji w ataku, sprawiły, że po tej kwarcie widzieliśmy wynik 27-20 dla Cavaliers.

W drugiej odsłonie meczu, wciąż brakowało Raptors sposobu na zdobywanie punktów. Punktowała głównie ławka. Na 3 minut przed końcem pierwszej połowy na tablicy widniał wynik 50-33 dla Cavaliers i to był ten moment, w którym po raz pierwszy pomyślałem: „A może lepiej pójść spać…?”. Warto zauważyć, że od początku pierwszej kwarty, straszne kłopoty z rzutami miał DeRozan(13pkt. 3/13). Od tej pory obraz gry zaczął się zmieniać. Po czasie, grę w swoje ręce wzięli Lowry wraz z Johnsonem i do końca kwarty udało się zniwelować stratę do tylko 9 punktów.

Trzecią kwartę gracze z Kanady rozpoczęli ospale, brakowało tej mocy, którą kończyli drugą kwartę. Tu właśnie dołożył swoją cegiełkę Ross(14pkt), trafiając dwie trójki i napędzając grę naszej drużyny.  Obrona wyglądała w tej części meczu dużo lepiej. Jej twardość idealnie pokazuje ten moment:

Niestety, lider Cavaliers już do gry nie powrócił. (12pkt.)

Tę kwartę kończyliśmy ze stanem 79-74 dla nas, warto wspomnieć, że samą trzecią kwartę wygraliśmy 33-19

W ostatniej kwarcie Kawalerzyści się nie poddali. Tym, kto próbował ich jeszcze poderwać był Waiters(21pkt.), trafiający rzut za rzutem. Lecz u nas w końcu przebudził się DeMar, trafiając pierwszy rzut od czasu 1 kwarty i znowu lądując na linii rzutów wolnych. Alan Anderson trafił ważne rzuty, ale to Kyle był bohaterem, biorąc ten mecz w swoje ręce i zamykając go w ten sposób:

Najlepsi z Raptors:
Amir Johnson – 17pkt. 17zb. Kyle Lowry – 15pkt. 9zb. 5ast. Alan Anderson – 18pkt.

Z miłości do koszykówki:
Toros
11 marca, 2013