Masakra w Bostonie

Toros,14 marca, 2013

Mecze z Bostonem są dla mnie ważne, przeżywam je wyjątkowo mocno.  Nie wiem czemu, może dlatego, że mecz Raptors-Celtics był pierwszym jaki obejrzałem, powodem może też być to, że nigdy nie potrafiłem polubić Bostonu, po prostu nie wiem.

Dobra obrona, świetne uporządkowanie w ataku, piękny run na koniec by wygrać jednym punktem. Brzmi wspaniale, prawda? Wielka szkoda, że odnosi się tylko do pierwszej kwarty. Która rzeczywiście tak wyglądała i dawała nadzieje na ładny mecz. Nic bardziej mylnego.

Niestety od drugiej kwarty jest to już mecz bez historii. Bostończycy robili z nami, co chcieli i jak chcieli. Atak, tak jak w poprzednich meczach, opierał się na zasadzie „Dajmy jednemu z nas piłkę i zobaczmy, co się stanie”, było to typowe szkolne „Gramy swoje”.  Obrona, nie przeczę, była dobra, w pierwszej kwarcie piałem nad nią z zachwytu, potem już przeklinałem ją za to, że nie pozwala Bostonowi odjechać na tyle bym mógł pójść spać.

Obraz nędzy i rozpaczy naszego ataku dopełniły dwa airball’e Rossa, oraz kadr Pierce’a i Garnett’a śmiejących się pod nosami. Miałem jak największą ochotę śmiać się z nimi, ale przypomniałem sobie, że kibicuje tym w białych strojach.

Niestety, ale ten mecz ewidentnie pokazał, że ktoś musi odejść(Tak, tak pan, panie Casey) i że sam Gay nic nie zmieni.

Najlepsi z najgorszych:
DeMar DeRozan – 17pkt. Rudy Gay – 15pkt. Terrence Ross – 13pkt.

Z miłości do koszykówki:
Toros
14 marca, 2013