Nie było niespodzianki. Porażka z Miami.

Mefju A,17 marca, 2013

Początek meczu dał nam sporo nadziei na zacięty pojedynek jak równy z równym. Niestety szybko przekonaliśmy się, że to jednak nie ten poziom. W grze Raptors ciągle coś kulało. Najpierw były to proste straty, później kiepska defensywa, głupie rzuty za 3 i znów kiepska defensywa. Mecz NIE WYMKNĄŁ się spod kontroli głównie dzięki Rudy’emu Gay‚owi i Amirowi Johnsonowi – gdyby nie oni spotkanie zakończyłoby się dla nas już w 2 kwarcie.

Ale nie! Z ławki znów dobrze poprowadził drużynę Sebastian Telfair i po pierwszej połowie mieliśmy apetyt na więcej. Wynik wtedy wynosił 55 – 43 dla Heat.

Przez całe spotkanie w głowie chodziła mi myśl „Brakuje nam punktów DeRozana„. I gdy w 3 kwarcie już miałem zacząć składać zażalenia na ten temat, DeMar obudził się. Przypomniał sobie, że jest koszykarzem, a jego obecne zadanie to zdobyć trochę „koszów” – I tak też zrobił. 10 punktów, do tego dorobek reszty drużyny i wszyscy byliśmy podjarani kończąc trzecią kwartę jedynie 3-pktową stratą: 73 – 76.

Ale Heat jak to Heat. Jak zwykle rozgryźli przeciwnika, a w ostatniej części meczu go totalnie zdominowali. Szybko zdobyli ponad 20-punktową przewagę i już nie było o co walczyć. Obie drużyny posadziły swoje największe gwiazdy na ławki, dając nam do zrozumienia: „Ludzie idźcie do domu, nie ma tu nic do oglądania„. Nie mieliśmy szans. Nie tym razem.

Najlepsi z Raptors:
Rudy Gay – 27pkt, Amir Johnson – 18pkt i 18zb, Jonas Valanciunas – 18pkt

Media:
Skrót meczu – Game Recap

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
17 marca, 2013