Nie ma wymówek – Raptors lepsi od Suns (100-104)

Mefju A,25 listopada, 2014

Jeśli do tej pory musieliśmy patrzeć na wyniki naszej drużyny z przymrużeniem oka, tak dziś nie znajdzie się ani jedna wymówka. Toronto Raptors po prostu zagrali lepiej, choć wyniku nie mogliśmy być pewni aż do ostatnich kilku sekund. Ostatecznie to my dopisujemy kolejne „W”.

Przebieg spotkania

Postawmy sprawę jasno: Prowadziliśmy od samego początku. Oczywiście ostatnie zwycięstwa dały nam poczucie, że taka sytuacja w pierwszej kwarcie to raczej powód do obaw, niż wróżba dobrego meczu. A jednak.

[Flashback]

Przed sezonem pisaliśmy, że Masai Ujiri prawdopodobnie stworzył genialną mieszankę zawodników o różnych charakterach i umiejętnościach. Od twardego i bezpośredniego Jamesa Johnsona, po wiecznie uśmiechniętego Lucasa Nogueirę (i nawet się dogadują).

Patrick Patterson – najgroźniejszy z dystansu, obok Tyler Hansbrough – najgroźniejszy, gdy bije się pod koszem. Kyle Lowry i Amir Johnson zostawiający serce na parkiecie, DeMar DeRozan i JV raczej spokojne typy.

[/Flashback]

To wszystko się sprawdza. Zwyciężamy różnorodnością składu. Możemy zaatakować z każdego miejsca na boisku, co daje większą swobodę w przeprowadzaniu akcji. I nawet jeśli tak jak wczoraj piłka za 3 nie chce siadać, mamy jeszcze zawodników do gry ze średniego i bliskiego dystansu.

Wysocy Phoenix Suns szybko złapali faule. Najpierw Miles Plumlee, później zmieniający go Alex Len. Jakie były tego konsekwencje?

Mecz kariery Jonasa Valanciunasa (27 pkt, 11 zb, 2 zablokowane rzuty, choć oficjalnie 1). Nasz center po prostu popisywał się na tle zmienników Suns i to dzięki niemu grało nam się tak komfortowo. Poza tym tylko Terrence Ross miał problemy ze wstrzeleniem się.

48 – 54 po pierwszej połowie.

W trzeciej kwarcie było już tylko lepiej. Mocna obrona i przyspieszenie tempa przyniosły 9 punktową przewagę na koniec, co łącznie dało wynik 66 – 81.

Phoenix Suns troszkę kryli się, by pokazać swoje najmocniejsze oblicze w ostatniej części meczu. Biegali jakby pomyliła im się dycyplina z Piłką Nożną i trafiali trudne rzuty z dystansu. Głównym winowajcą tego powrotu był Isaiah Thomas, wiecznie groźny za 3. Rzucił 4 trójki tylko w tej kwarcie, a łącznie w meczu uzbierał 16 punktów.

Tak naprawdę dopiero strata tego właśnie zawodnika uspokoiła Suns. Kyle Lowry przejrzał swojego przeciwnika i zaczekał na to przełożenie piłki, by wsadzić tam rękę.

Przegraliśmy zbiórki 42 – 37, ale mieliśmy mniej fauli i strat. Jedyne co wyraźnie nie funkcjonowało z naszej strony to rzuty z daleka: 4 – 17, ale w żaden sposób nam to nie przeszkodziło.

Znów świetny występ Gracza tygodnia – Louisa Williamsa – 17 pkt, choć obrońcy Suns byli już na niego przygotowani.

Poprawna dyspozycja DeMara DeRozana – 23 pkt, z dosyć słabą skutecznością 7 – 20, jednak spudłowane rzuty nie niosły za sobą żadnych konsekwencji.

Kyle Lowry bez komentarza – 14 pkt, 8 as, 7 zb. Jak tak dalej pójdzie, będzie MVP.

No i kolejny dobry mecz zaklepuje powoli tytuł „trenera miesiąca” Dwane’owi Casey’owi.

Wyróżnieni:

MVP Meczu: Jonas Valanciunas

Najlepsi gracze Raptors: Jonas Valanciunas: 27 pkt, 11 zb; DeMar DeRozan: 23 pkt; Kyle Lowry: 14 pkt, 8 as, 7 zb;

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
25 listopada, 2014