Playoffs 2016 dzień 1

Elwood,17 kwietnia, 2016

Sezon zasadniczy za nami, rekordy wszelakie co pobite być miały pobitymi zostały – znaczy to więc ni mniej ni więcej, że zostało na ringu 16 drużyn walczących o pierścień (bądź Golden State Warriors i 15 pomagierów). Od dnia dzisiejszego będę się starał przybliżyć czytelnikom to, co miało miejsce na parkietach ostatniej nocy. Może ktoś nie mógł oglądać spotkań. Może ktoś nie miał czasu bądź chęci. Tutaj będzie małe kompendium.

Toronto – Indiana, mecz pierwszy. Mecz otwarcia całej rywalizacji, mecz między dwiema doświadczonymi w  boju ekipami. Wielkie oczekiwania, chętka na zwycięstwo z obu stron i głód wielkiego show. Co tak naprawdę dostaliśmy? Po stronie Raptors było mało akcji wiązanych, szeregu zasłon, gry kombinacyjnej. Dużo gry na małej przestrzeni, sporo indywidualnych akcji. Jonas z jednej strony dominował na deskach, z drugiej przy dobitkach był nieskuteczny. Do tego mało było żądania z jego strony o piłkę w 3 kwarcie, kilka akcji Hero-ball ze strony Lowrego i DeRozana. Po drugiej strony efektywne minuty debiutanta Turnera, piękna i skuteczna gra Paula George`a i mamy 0-1. Wierzymy w zwycięstwo dinozaurów w kolejnym meczu.

 

 

Houston- Golden State, mecz pierwszy. Dawid vs Goliath, królowie sezonu zasadniczego vs największe rozczarowanie. W trakcie meczu widoczna zdecydowana różnica klas. Curry grający przez pół meczu wyprowadził Warriors na 25 punktową przewagą. Przy okazji notował więcej zbiórek niż Dwight Howard. Obrona Rockets leżała, w ataku braku było polotu, przyspieszenia. Po drugiej stronie barykady Warriors rozwiązali 3 kolejne akcje extra-passem, skutecznie zastawiali deskę i na każdą akcję Houston odpowiadali celnym trafieniem. To będzie krótka rywalizacja.

 

Atlanta-Boston, mecz pierwszy. W ostatnim meczu sezonu zasadniczego Celtics potrafili zaliczyć wielki comeback z Heat, wyszarpać wygraną. Ostatniej nocy Hawks stawili się na parkiecie od początku – nawet niedyspozycja Korvera z gry (1-10) nie przeszkodziła Jastrzębiom w zwycięstwie nad Celtami. Skuteczny Horford, Bazemore i Sefolosha aktywni w obronie i Boston nie miał większych szans na wrzucenie „extra biegu” pod koniec meczu. Zapowiada się ciekawa seria.

 

Dallas – Oklahoma City, mecz pierwszy. Łatwo można rzec, iż spotkanie drużyny zawierającej dwóch graczy z top 10 ligi z ekipą, której lider był w takim topie ponad 5 lat temu, to prosty do przewidzenia efekt. W Mavs wszystko leżało. Skuteczność niższa niż nawet wyżej opisywani Raptors. Deska bez zabezpieczenia. Brak kreowania ataku, brak wsparcia dla półdystansu, który był jedynym prawdziwym orężem Dallas. Thunder? Każdy gracz zagrał swoją rolę, oba końce parkietu były odpowiednio zabezpieczone i szczerze mówiąc nie widzę przyszłości dla Dallas w tej serii.

 

 

 

 

 

Z miłości do koszykówki:
Elwood
17 kwietnia, 2016