Psy szczekają

Elwood,13 marca, 2016

Karawana jedzie dalej. Kontynuujemy podsumowania ostatnich dni. A co mi tam.

Team to remember – Memphis Grizzlies. Ostatnio o tym wspominałem – charakter, drabina jakubowa i cierpienie obitego contendera do pasa mistrzowskiego. Gasol out. Conley out.Zach odpoczywa, Wright i Andersen out. Czterech podkoszowych na zielonej trawce, pierwszy rozgrywający na wyciągu a zastępuje go człowiek, który 48 godzin wcześniej grał w D-League.  Spotkanie z New Orleans udowodniło zaciekłość, zajadłość i samozaparcie pośród każdego z graczy Memhis. Barnes – w wieku 36 lat pierwsze triple double w karierze grając na solidnym Cunninghamie i dobrym w obronie Davisie. Lance Stephenson – syn marnotrawny, cancer, rekord kariery z 33 punktami. JaMychal Green – jednym słowem Dougggiie Freshhh. W pewien sposób wygaszony za Zachem i Jeffem Greenem (pozdrawiamy serdecznie Jeffa i jego wkład w defensywę obecnego pracodawcy). Powstała szansa na blask i mamy trzecie double-double z kolei.  Dynamiczny, ambitny, walczący o pozycję w lidze. Tak po ludzku fun 2 watch. Z drugiej strony casus Tonego Davisa, najlepszego wysokiego ligi z największym potencjałem, który ma problem z pobytem w średnim zespole z łamliwymi kolegami na mocnym zachodzie. Sporo tego się zbiera, dzięki czemu gawiedź jara się DMC, rudym Griffinem czy nawet wciąż Howardem miast obserwować diament z zasięgiem, obroną, atakiem i miejscem na rozwój organiczny i olśniewający peak. Warto być czujnym by nie przegapić eksplozji jego talentu (jakby 25/10/2 było marne..)

Team to forget – Houston Rockets. Konsekwentnie przeciwstawiam się lenistwu(co ciekawe autokorekta Worda podmieniała to słowo na „lewactwu”) boiskowemu, braku zaangażowania i bylejakości mimo argumentów do bycia w top 8 ligi. Na dzień dzisiejszy border PO team robi z nimi co chce tylko dlatego, że Houston gra na pół gwizdka. Ledwo powyżej 50% zwycięstw, mając co następuje:

– Hardena, rewelacyjnego rzucającego obrońcę. Ofensywnie jest wszystkim, defensywnie olewa sprawę jak tylko można najbardziej. Do tego kwestia przewodzenia grupie i ciągnięcia zespołu za sobą. Szczerze – on jest liderem czy Howard?

– Dwighta; wspomniany wyżej „współlider” zespołu. Potencjał do bycia najbardziej dominującym graczem obecnej ligi to jedno, wykorzystanie możliwości oraz miękki charakter to drugie. Defensywnie wygląda obecnie średnio, ofensywnie jest blokowany przy hack-a-Dwight. Nie dominuje, nie gra grubych minut, nie jest realnym następcą Shaqa. Tuż post prime, post injury, post moves.

– Josha Smitha – człowieka orkiestrę Atlanty, zakwas w Detroit, uzupełnienie Rox, zapaść Clipps i powrót do Houston by jako wysoki skrzydłowy rzucać 6 punktów na mecz na 30% skuteczności. Kobe się rozruszał w 2 części sezonu, więc Josh dostaje pełnoprawną nagrodę scruba roku. Taki talent, Garnett 2.0 itp.

Do tego kontuzjowany Motiejunas, średnio acz normalnie jak na swoje warunki grający Ariza, Brewer i Jones. I Jason Terry w wieku 39 lat co jakiś czas startujący jako rozgrywający.  Szczerze, to w tym zespole zbyt wiele się kupy nie trzyma i przyda się mocny wstrząs (Howard?Motiejunas, lub dobranie 2 gwiazdy Hardenowi).

Co by nie było – ostatni mecz z Bostonem śmiało mogę polecić jako pojedynek 2 równorzędnych drużyn, przy czym można stwierdzić, że obu ekipom się chciało.

Było również spotkanie Toronto – Atlanta, jakkolwiek z ręką na sercu – nie widziałem, nie wiem, nie mam zdania. Są 43 wygrane więc do rekordu niedaleko, do końca pewnie będziemy gonić Cavs więc  sił nam na PO ubędzie. Nie ma co płakać, trzeba się cieszyć historią, jaką tworzymy.

A skoro historia w sporcie to są i rekordy, a skoro rekordy to w tym roku naturalnie Golden State Warriors. W pogoni za najlepszym sezonem wszechczasów i pobiciem rekordu Bulls z sezonu 95/96, po drodze miało miejsce kilka innych ciekawych zdarzeń:

– 28 lutego Steph Curry pobił rekord trafionych trojek w sezonie(pod koniec lutego w meczu z Thunder)

– najwięcej prób trafienia za 3, najwięcej celnych prób za 3 przez jedną ekipę w jednym meczu (Mecz Gwiazd, drużyna zachodu)

–   najwięcej punktów (196) zdobytych przez 1 zespół w 1 meczu (wspomniana drużyna zachodu)

– najlepszy w historii start aktualnych mistrzów (15-0)

– najlepsze otwarcie aktualnego MVP (40 punktów Stepha Currego)

W uszach mi dudni po słabym koncercie Lao Che. Nagłośnienie zrobiło dyskotekę i mam w uszach bajzel.

 

Nuff Said

Z miłości do koszykówki:
Elwood
13 marca, 2016