Upokorzenie w Atlancie

Toros,28 marca, 2013

Mecz zapowiadał się naprawdę dobrze. Patrząc na dwie pierwsze kwarty, myślałem sobie „No, jutro napisze,  że chciałbym by tak wyglądał ich typowy mecz”. Niestety, ale zagrali tak jak naprawdę wygląda ich typowy mecz i to ich seria pięciu porażek, jest tą, która trwa po dzisiejszej nocy.

Pierwsze dwie kwarty wyglądały pozytywnie, powoli ale skutecznie wypracowywaliśmy sobie prowadzenie. Skuteczność Raptors oscylowała na poziomie 50%, Rudy i DeMar, grali tak jak się od nich oczekuje. Świetnie wychodziła gra środkiem (około 32-12 po pierwszej połowie, dla nas). Pięknie sprawował się nasz debiutant, Ross wszedł w mecz trafiając swoje cztery pierwsze rzuty i raz po raz podrywał publiczność efektownymi wsadami. Co martwiło, to ilość strat, (W całym meczu 20) kilka razy wydawało mi się, że za bardzo pchamy piłkę do przodu, Raptors sprawiali wrażenie jakby strasznie chcieli przeprowadzić jakiś spektakularny kontratak

W trzeciej kwarcie Raptors trochę odpuścili, a Atlanta podkręciła tempo, zaowocowało to tym, że na jej koniec na tablicy widniał remis. Jednak, w żadnym stopniu nie było powodów do obaw, nasza gra nie wyglądała wcale tragicznie. Cały czas świetnie wychodziła gra środkiem, Jonas zaliczył w tej kwarcie trzy akcje „3+1”.

Jak wcześniej wspomniałem, nic nie zapowiadało tragedii jaka miała nas czekać w czwartej kwarcie. Przegraliśmy ta odsłonę 32-13. Nic nie usprawiedliwia tego, że od stanu 81-80 dla Hawks, pozwoliliśmy na run 16-0. Nie wiem czy było to polecenie trenera, czy zawodnicy sami do tego doprowadzili, ale zapomnieli w tej kwarcie jak wcześniej świetnie grali środkiem, zamiast tego postanowili oddawać rzuty za trzy z nieprzygotowanych pozycji. Na pewno ewidentną winą trenera jest brak zaufania do Rossa, zamiast niego trzymał na parkiecie przeciętnie radzącego sobie Alana Andersona

Jak mógł ktoś zauważyć, nie użyłem ani razu imienia „Amir Johnson„, nie wspomniałem o jego problemach z faulami, ani nie napisałem jak dużo piłek zebrał, nie zrobiłem tego,  bo nic z tych dwóch rzeczy nie miało miejsca, niestety nasz skrzydłowy opuścił  parkiet kontuzjowany i już na niego nie powrócił.

Z miłości do koszykówki:
Toros
28 marca, 2013