Wszyscy punktowali przeciwko Bucks! (83 – 124)

Mefju A,22 listopada, 2014

O meczu zaważyła pierwsza kwarta. 37 – 27 to tylko 10 punktowa przewaga, ale sposób, w jaki graliśmy, po cichu szeptał, że będzie to najlżejsza potyczka w tym sezonie.

Pierwszy skład przycisnął Milwaukee Bucks w taki sposób, że już w drugiej kwarcie mieli mało do powiedzenia. Świetna dyspozycja Terrence’a Rossa (13 pkt, 5-8), walka Kyle’a Lowry’ego (20 pkt, 9 zb, 5 as), a przede wszystkim dominacja pod koszem Jonasa Valanciunasa (18 pkt, 12 zb).

Na ogół mielibyśmy powody do zmartwienia, bo DeMar DeRozan po pierwszej kwarcie miał tylko 2 punkty, ze skutecznością 0-4. Dziś jednak go nie potrzebowaliśmy. Rzucający skupił się na małych rzeczach: podawaniu, zbieraniu, lepszej obronie. Niby statystyki pokazują 1-8, ale nawet nie pamiętam, kiedy te rzuty oddał. To była tylko zabawa, żadnej walki. Bucks najwyraźniej zostali w hotelach.

Louis Williams (22 pkt) rządził z rezerwy. Trafił dwa Buzzer-Beatery za 3 pkt, w pierwszej i drugiej kwarcie, w trzeciej za to wymusił faul, z którego wyłuskał również 3 oczka.

Pod koniec kwarty zapakował nawet Greivis Vasquez. Jego wzrost oczywiście pozwala na bezproblemowe wsady, jednak dynamika pozostawia już wiele do życzenia i rzadko widzimy go nad obręczą. Dlatego to również była wyjątkowa chwila, ukazująca jak bardzo jesteśmy powyżej Kozłów.

Fani zaczynali powoli pokrzykiwać do Caseya, aby wpuścił Bruno Caboclo. Jednak większość osób na hali (a w tym trenerzy) zachowywała czujność aż do końca 3 kwarty. Przecież wiadomo, jak to w historii było. Trzeba było się upewnić, że nic głupiego się nie wydarzy. Nie mogło się wydarzyć. Po 3 kwarcie było 67 – 101 dla Raptors.

Wraz z upływem ostatniej części powoli wprowadzano tych, których rzadko widujemy. Bruno Caboclo, Lucas Nogueira, Greg Stiemsma, Landry Fields.

Na Caboclo ciążyła największa presja. Sam przyznał po meczu, że czuł straszny stres. Fani co chwilę krzyczeli „Bru-no! Bru-no!” wymuszając na Vasquezie zagrywki na tego właśnie zawodnika. Najpierw spudłowany rzut za 3, ale później już trafiony wsad z loba, który pewnie delikatnie mu pomógł.. Delikatnie, bo nawet nie wyobrażam sobie, jak musiał się gotować po euforii prawie 20 tysięcy osób.

Chwilę później okrzyki były jeszcze większe. Lou Williams, który jeszcze był na parkiecie machnął tylko ręką w kierunku Vasqueza z Caboclo, na znak „Daj mu pograć, to jego noc”.

8 punktów w tym 2 trójki przy takiej publiczności to wymarzony debiut dla zawodnika, zwłaszcza przychodzącego do NBA z Brazylii.

Nawet nie będę pisał, która drużyna była lepsza na tablicach, która bardziej szanowała piłkę. To była masakra, wynik mógłby spokojnie wynosić nie 124 a 150 punktów dla nas, gdybyśmy grali na poważnie.

Nadal będę utrzymywał, że Jason Kidd jest słabym trenerem i wczorajszej nocy kolejny raz dziecinnie wprowadzał co raz to słabszych zawodników, licząc, że cokolwiek zaskoczy. Możemy mieć czasem pretensje do Dwane’a Caseya za swoje decyzje, ale ten trener wie, że swoim zawodnikom trzeba ufać i im pomagać, żeby wydostali się z dziury.

Mecz, który miał zwiastować pierwszą lub drugą rundę Play-Off, okazał się cyrkowym przedstawieniem.

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
22 listopada, 2014