Zwycięstwo ze słabymi Celtics – fakty i mity na temat meczu

Mefju A,11 stycznia, 2015

Wreszcie! Wreszcie obejrzałem w pełni mecz i mogę z przyjemnością opisać dla was jego przebieg. Zauważyłem, że wiele fanów wyciąga wnioski z jednego, ostatniego spotkania, zapominając tak naprawdę o całej reszcie. Tym razem sam napiszę, dlaczego według mnie było tak, a nie inaczej. Takie fakty i mity na temat zwycięstwa z Boston Celtics, dla wszystkich, którzy nie obejrzeli, a czytają opinie w internecie… Wstałem z łóżka (tak 15:00) i taką otrzymałem misję! Zaczynajmy!

Mecz rozpoczęliśmy słabo niczym bilans New York Knicks. Obrona pozwalała Celtom zarówno na swobodne wejścia pod kosz, jednocześnie to samo robiąc w przypadku rzutów z dystansu. Natomiast kiedy to my posiadaliśmy piłkę, złożona akcja stanowiła jakieś 25% ogólnej gry, co oznacza, że większość pierwszej kwarty graliśmy jednym podaniem lub jego brakiem.

Raptors 19 – 26 Celtics.

Fakty i mity: Dlaczego przegraliśmy pierwszą kwartę? Czy Celtics byli za dobrzy?
Odpowiedź: Nie. Po prostu naszej drużynie nie chciało się grać. Słyniemy z oszczędności. W taki sposób właśnie doszliśmy do bilansu z rodzaju 24 – 8.

W moich oczach widziałem dwa problemy, dwa nazwiska: Amir Johnson i Jonas Valanciunas.

Amir Johnson od pierwszej minuty ślimaczył się na parkiecie. Po mocniejszej przepychance, czy kolizji zostawał po drugiej stronie parkietu, jakby kostki już naprawdę mocno mu dokuczały. Dużo był oszczędzany i usadzany na ławce, i dopiero gdy wynik był już przesądzony dorobił się tych 27 minut. Co to będzie z tym Amirem?

Jonas Valanciunas był po prostu powolny i szybko złapał dwa faule. Dopiero Tyler Hansbrough wzmocnił defensywę kosza, wymuszając dwa bloki zaliczone Amirowi. Później doszedł Patrick Patterson i widowisko wreszcie się odmieniło.

Ograniczyliśmy Boston Celtics do 17 punktów. Raptors 47 – 43 Celtics.

Później wszystko toczyło się po naszej myśli.

Usiedliśmy razem i ktoś powiedział „Musimy wygrać tej nocy, nie możemy wciąż zjeżdżać w dół” – powiedział po ostatniej syrenie Amir Johnson

FiM: Wygrała drużyna. Nie było indywidualności.

W pierwszym składzie pojawił się James Johnson. Wszyscy spodziewali się dobrej dyspozycji z jego strony i tak właśnie było. Wyjątkowo udane liczby: 15 punktów, 10 zbiórek i 4 asysty. Był to jego 6 start w tym sezonie.

FiM: Dlaczego Dwane Casey wolał startować Landry Fieldsa?
Odpowiedź: Argumenty są dwa:

– Po pierwsze trener nie chciał naruszać głównej siły Toronto Raptors – ławki rezerwowych. Lepiej było wystawić Fieldsa, który pobiega i pobroni na skrzydle, niż psuć to, czego kluczem był James Johnson. Niestety bilans zaczął się psuć i Casey musiał sięgnąć po ostateczne środki.

Wykonał swoje założenie: „Trzeba będzie wybrać grupę 7 – 8 zawodników, którym zależy na zwycięstwach…” – kosztem zdrowia.

– Po drugie Landry Fields wcale nie prezentował się aż tak słabo… Aż do ostatnich meczów.

Jonas Valanciunas otworzył oczy i stał się pierwszym motorem napędowym przede wszystkim w ofensywie, poruszając całą drużynę. 15 punktów, 7 zbiórek, 2 asysty i 3 bloki.

Świetnny występ Patricka Pattersona – tego Pattersona, tego którego chcieliśmy mieć w składzie na nowy sezon. 10 punktów, 9 zbiórek, 3 asysty, 1 przechwyt, 2 bloki.

Piątka naszych wysokich – JV, Patman, Johnson 1 i 2 z Psycho-T – stworzyła ścianę na którą co chwila wbijali się przeciwnicy. 10 bloków i 8 przechwytów to właśnie ich zasługa.

Louis Williams i Kyle Lowry zdobyli po 19 pkt ze słabą skutecznością. Nie stanowiło to dla nas problemu.

Nie istniał dzisiaj Terrence Ross – 6 pkt na 9 rzutów, ale trafił dwie ważne trójki.

Greivis Vasquez również miał 6 punktów, nie było jednak rzeczy której moglibyśmy się uczepić.

Dwane Casey świetnie zarządzał minutami.

FiM: Czy Boston Celtics to słaba drużyna?
Odpowiedź: Tak. To zwycięstwo było jednak bardzo potrzebne i obyśmy jak najszybciej wrócili na dobry tor.

Akcja spotkania wywołana przez Matta Devlina i Leo Rautinsa, którzy chwilę wcześniej rozmawiali o wsadzie Jamesa Johnsona przeciwko Detroit Pistons. Ta piękna cisza komentatorów i ogólne zamulenie meczu sprawiły, że po tym wsadzie prawie podskoczyłem:

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
11 stycznia, 2015