WEHIKUŁ CZASU część druga

Elwood,4 lutego, 2016

Na początku przepraszam za brak spójności. Tak, wiem. Powinienem trzymać się jednego przedziału czasowego, by nie mieszać. Zacząłem kilka tygodni temu wątek serii 13 przegranych, chciałem ten „moment” przełożyć na inne lata. I tu mały chochlik drukarski wraz z brakiem skupienia namieszały co niemiara. Moja Kulpa. By nie robić bałaganu obiecuję poprawę jak też pragnę wspomnieć, iż poniższy tekst złożony jest z 2 części. Oryginalna, tworzona kilkanaście dni temu oraz dzisiejsza, pochodząca z 4 lutego 2016 roku. Zobaczymy jak nam to wyjdzie.

Oryginał

Tu znajdował się studyjny TWAT, acz musiałem dokonać zmiany. Dema Chińskiej Demokracji były dużo lepsze, drapieżniejsze od finalnej wersji. Miał być TWAT z płyty, jest IRS demo, które jeszcze kiedyś znalazłem za pomocą eMule. It`s time to play:

Rok 2010. Sezon wcześniej 40 zwycięstw i minięcie o włoś fazy PlayOff. Rok 2010 i 22 wygrane w połączeniu z zawodnikami zupełnie anonimowymi w składzie – kto by się spodziewał? Solomon Alabi, Ronald Dupree albo Sundiata Gaines. Wiem, nie powinienem się czepiać tylko cieszyć, iż tak słaby rok przyniósł nam tak udane wybory w drafcie. A może nie? Od początku. Mamy rok 2010, popularny szczurek czyli Reggie Evans daje nam ponad 11 zbiórek a Calderon jest w czubie tabeli asystentów. Dwoma słowami – jest moc. Dlatego symbol L13 powinien nas dziwić. Wszak nawet gdy zaczynaliśmy przygodę z NBA, nie przegrywaliśmy tak długo. Taka seria – 13 porażek z rzędu. Patrzymy bliżej i co widzimy?

Krótka ławka. Gramy 8 zawodnikami, jedyny obrońca to wspomniany Gaines, który podczas całej kariery w lidze rozegrał 113 meczy i wsławił się jako jedyny gracz NBA o imieniu „Kofi”. Ponadto nasze hity z ławki obejmowały Dorseya, który nie potrafił dorzucić do obręczy z wolnych jeszcze rok temu oraz Ed Davis, o którym można mówić wiele poza tym, że jest energetykiem ofensywnym tudzież strzelcem potrafiącym zdobywać punkty seriami. Wymiana Dorseya na Wrighta i granie Bargnanim pod koszem długie minuty kontynuowały zapaść. Soczysty łomot od Mike`a Millera w postaci 32 punktów i 10 zbiórek to półmetek tej wyprawy w odmęty i rozpaczy białego człeka. Mike Miller – gdyby ktoś nie wiedział – to kompletna odwrotność pojęć „samiec alpha” i „gwiazda koszykówki”. Wybrany podczas jednego z najgorszych naborów w dziejach ligi osiągnął swój szczyt kariery tuż przed przybyciem do Miami. O ile oscylowanie w granicach 14-15 punktów i 6 zbiórek może być szczytem dla 5 wyboru w drafcie. Potem sromotnie przegrywamy z dużo słabszą Minnesotą, pomagamy w odbudowie Pacers, Horford na nas niemal robi TD i to tyle niestety. Rewanżujemy się Wolves za porażkę sprzed kilku dni, standardowa krótka ławka nam tym razem nie przeszkadza. Tankujemy mimo to jak tankowaliśmy, czego efektem po 2 latach jest wzięcie w naborze Jonasa i Rossa. L13. Brzmi dumnie.

Doklejka

4 lutego 2016 roku. Spekulacje, domniemania kto gdzie i za kogo. Plotki różne różniaste na temat transferów, nieoczekiwanych zmian miejsc i wzmocnień jednych kosztem drugich. Trade deadline czyli niezwykle gorący okres pełen spekulacji transferowych, które w większości zwykle zostają w sferze marzeń zarówno kibiców jak i włodarzy klubu.  W naszym przypadku również nie obyło się bez spekulacji.

Z racji rozpadu organicznego Suns próbujemy od nic wyciągnąć parę skrzydłowych, startujących razem rok temu a obecnie będących na „skrzyżowaniu”. P.J. Tucker, niski skrzydłowy o wadze środkowego raz już nosił nasze barwy. W 2006 roku wybraliśmy Tuckera z numerem 35, by wspierał z ławki nasz młody team i uczył się poważnego grania. Long story short – w tym samym momencie do składu wpadł  Bargnani, startujący Garbajosa, do tego mieliśmy zasłużonego i wciąż użytecznego Morrisa Petersona i tak oto zabrakło miejsca na rozwój zawodowy pączusia. Wzorce były lecz w tym krótkotrwałym romansie coś nie zaklikało. Po roku w Toronto P.J. spędził pięć kolejnych lat w pięciu różnych ligach nim na nowo odkrył NBA a NBA odkrył jego. Co mamy obecnie? 7 punktów i 6 zbiórek, niską skuteczność z gry, wartości bojowe w obronie i potencjał na bycie zmiennikiem poważnego gracza na 15 do 20 minut. Za 6 mln $ na rok przy nowym salary gra warta świeczki.

Druga część zestawu, Markieff Morris, to element specyficzny. Rzucał w trenera ręcznikiem, wykłócał się o konkretne zagrywki i to dzięki niemu Hornacek wprowadził regułę „DNP za faul techniczny i kłótnie z sędziami”. Z drugiej strony to młody, perspektywiczny silny skrzydłowy ze świetnymi warunkami fizycznymi (208/115), umiejętnością grania zarówno przodem jak i tyłem do kosza, obroną na dobrym poziomie. Może rotować na środek na krótkie minuty, dobrze rozgrywa picki. Abstrahując od katastrofalnego sezonu całej ekipy z Phoenix i zatargu z byłym trenerem MM to racjonalna inwestycja. Za 8 mln na sezon dostajemy gracza na 15/6 z wachlarzem ofensywnych zagrań, nie stroniącego od obrony z delikatnymi problemami natury psychologicznej. Tak jak wcześniej pisałem – gra warta świeczki.

Minimalnie 6, maksymalnie 14 milionów na stole które trzeba wyrównać.  Picki, JJ lub Patterson, prawo do Danielsa, kasa. Różne możliwości, by wymiana doszła do skutku. 2 tygodnie do trade deadline – jeśli mamy grać o poważne cele w tym roku, musimy dokonać zmian i wzmocnić skrzydła. Pakiet ofensywno defensywny, zwiększone możliwości rotacji – to musi się udać.

A na koniec krótka aranżacja muzyczna. Kiedyś byłem czarny i grałem w koszykówkę.. wait. WHAT?

Z miłości do koszykówki:
Elwood
4 lutego, 2016