Cory Joseph kolejnym wzmocnieniem. Dlaczego trudno budować Raptors?

Mefju A,6 lipca, 2015

Cory Joseph jest trzecim zawodnikiem pozyskanym z listy Wolnych Agentów i piątym ogólnie tego lata. Jest również drugim Kanadyjczykiem w historii, który zagra w barwach Toronto Raptors. Jeszcze nie przymierzył nowego stroju, a już pojawiły się fale negatywnych komentarzy na temat jego przybycia, a konkretnie pieniędzy jakie ma dostać. Dlaczego tak dużo i dlaczego trudno jest budować Raptors?

4 lata, 30 mln.

Joseph ma 23 lata, posiada kilka lat doświadczenia z gry w San Antonio Spurs. Pochodzi z Toronto, ma 191 cm wzrostu, gra na pozycji rozgrywającego i rzucającego obrońcy.

30 / 4 = Mniej więcej tyle, ile zostało nam w tzw. Salary Cap.

Aby podpisać Bismacka Biyombo z użyciem wyjątku Mini-Mid-Level-Exception musimy dobić do limitu. Nie znamy konkretnych liczb, ile kto weźmie w tym roku i w następnych, ile nam jeszcze tych pieniędzy zostało. Łatwo jednak się domyślić, że mało, jeśli w ogóle Joseph nie przechwycił ostatniego grosza.

Po drugie to dobry zawodnik. Bardzo sprawny fizycznie, kozłuje lewą i prawą ręką, najczęściej schodzi w lewo na zasłonach. Jest młody, to dopiero początki jego rozwoju, a już radzi sobie na parkietach NBA. Przychodzi do nas z pierścieniem mistrza NBA i doświadczeniem zdobytym w finałach. Najprawdopodobniej zapracuje w przyszłości na swoje pieniądze, pytanie tylko na której pozycji?

Dlaczego trudno budować Toronto Raptors?

Liczyliśmy na gwiazdy, a przez całe lato podpisaliśmy kilku zawodników na ławkę, tracąc przy tym Johnsona, Vasqueza, czy Williamsa. To udane tygodnie, ale próbując załatać jedną dziurę, tworzyliśmy drugą. Wciąż mamy braki w składzie i nie wiadomo jak będzie wyglądać nasza przyszłość.

Cieszyliśmy się z upadających kontraktów, przestrzeni dla nowych. Na tym jednak polega problem naszej drużyny. Gwiazdy i tak będą celowały w najlepsze składy. Jak więc organizacje takie jak nasza pozyskują najlepszych? Transferami.

Niestety i stety my nie mamy kim handlować. Nie poświęcimy tak po prostu DeRozana albo Lowry’ego, tylko po to by stworzyć jeszcze jedną dziurę na innej pozycji. Tacy zawodnicy mają małą wartość bo są elementami. Nie stanowią drużyny, są jej częścią. Składając tego typu nazwiska można zbudować potężną siłę, ale pojedyncze puzzle nie mają już tej wartości.

To jednocześnie stanowi ich zaletę. Myślę, że nie chcielibyśmy sprowadzić tu LeBrona Jamesa, żeby samodzielnie pracował na wynik.

Z miłości do koszykówki:
Mefju A
6 lipca, 2015